Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Figurkowy Karnawał Blogowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Figurkowy Karnawał Blogowy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 października 2025

Figurkowy Karnawał Blogowy. Edycja #134: Koło.
Recenzja: Siostry Sigmara od Axia Miniatures.
Review: Sisters of Sigmar from Axia Miniatures.

Witam szanowne państwo-draństwo i zapraszam do lektury wpisu opublikowanego w ramach #134 edycji Figurkowego Karnawału Blogowego. 

Gdyby ktoś z czytających blog DansE MacabrE jeszcze nie wiedział, FKB to inicjatywa którą w polskiej wargamingowej blogosferze 7 września 2014 roku rozpoczął Inkub prowadzący bloga Wojna w miniaturze.

Do tej pory, co można wywnioskować po tytule posta, odbyły się #133 edycje, których podsumowania znajdziecie TUTAJ.

Gospodarzem #134 edycji jest Kapitan Hak, a wpis z październikowym tematem znajdziecie na blogu Hakostwo.

A co Siostry Sigmara mają wspólnego z kołem mógłby zapytać ktoś, gdyby ktoś tego bloga czytał oczywiście.

No to proszę bardzo, w przypadku Sióstr Sigmara i Warheim FS historia zatoczyła koło. przeklęte w czasach Mordheim zrehabilitowały się w trakcie Inwazji Chaosu i znów cieszą się uznaniem, a przynajmniej nie są otwarcie prześladowane. Więcej możecie przeczytać w opisie kompanii w podręczniku do Warheim FS, który znajdziecie TUTAJ.

Kolejna rzecz, to okrągłe podstawki na których umieściłem recenzowane modele i w końcu dwie kolejne modlitwy, które pobożne Siostry Sigmara z pewnością odmawiają na okrągło, bo...

***
Nie ma większej łaski niż ocalenie pośród płomieni. Gdy niebo zapłonęło nad Mordheim, a ulice runęły pod ciężarem grzechu, lud wołał do Sigmara - lecz tylko my usłyszałyśmy odpowiedź. Nie był to głos, lecz cisza. Nie był to znak, lecz kometa. I wiedziałyśmy, że oto przyszła próba, która oddzieli pobożnych od prochów. 
W ruinach zrodziła się nasza wiara na nowo, nie w złocie świątyń, lecz w popiele, we krwi, w bólu. Młotodzierżca, który przemawia przez milczenie, dał nam zadanie: pozostać. Trwać. Strzec tego, czego nikt nie chce już widzieć. 
Nie jesteśmy ani matkami, ani córkami. Jesteśmy głosem skały i ręką ognia. Modlimy się, gdy uderzamy. Śpiewamy, gdy podpalamy. I choć świat nazywa nas szalonymi, to my widziałyśmy prawdę. Grzech nigdy nie śpi, a Zguba nigdy nie czeka. Kiedy wędrowne kompanie śmieją się z naszych młotów i pancerzy, my widzimy, jak pęka im dusza.
Bo Siostry Sigmara nie przyszły po to, by zbawić. Przyszły po to, by osądzić. A kiedy skała przemówi po raz drugi - nie będzie już nikogo, kto odwróci wzrok. 
- Siostra Elyana, Przeorysza Strażniczek Skały
There is no greater grace than salvation amidst the flames. When the sky burned above Mordheim and the streets collapsed beneath the weight of sin, the people cried out to Sigmar - yet only we heard the answer. It was not a voice, but silence. It was not a sign, but a comet. And we knew then that the trial had come - the trial that would divide the faithful from the ashes.
In the ruins, our faith was born anew - not in the gold of temples, but in ash, in blood, in pain. The Heldenhammer, who speaks through silence, gave us our charge: to remain. To endure. To guard what no one else dares to see.
We are neither mothers nor daughters. We are the voice of stone and the hand of fire. We pray as we strike. We sing as we burn. And though the world calls us mad, we have seen the truth. Sin never sleeps, and Doom never waits. When wandering companies laugh at our hammers and our armor, we see their souls cracking within.
For the Sisters of Sigmar did not come to save. They came to judge. And when the rock speaks a second time - there will be none left to turn away.
- Sister Elyana, Prioress of the Wardens of the Rock



Są takie modele, które opowiadają historię i dziś mam dla Was recenzję wybranych modeli Sióstr Sigmara od Axia Miniatures, które są Opowieścią ze Starego Świata.

Figurki Sióstr Sigmara będziecie mogli nabyć podczas zbliżającego się Kickstartera Tales of the Old World: The Faith Awakens.

Wydrukowane w technologii 3D, modele otrzymałem w dobrze zapakowanej przesyłce. Zawierającej ramki z figurkami i ekwipunkiem Sióstr Sigmara.

Jakość odlewu, a może druku, jest bardzo dobra, a części są bardzo dobrze spasowane. Przed przystąpieniem do malowania należy usunąć saporty i naprawdę trzeba się przyjrzeć, bo bogate w detale rzeźby ma ich całkiem sporo i to dobrze ukrytych.

Rzeźby są bogate w detale i ociekają klimatem Sióstr Sigmara i Mordheim, ale do tego Axia Miniatures zdążył już nas przyzwyczaić i tym razem także nie zawodzi. 

Modele są przepiękne... I o ile zwykle narzekam na liczbę detali, to w tym wypadku ich mnogość zupełnie mi nie przeszkadza, nawet jeśli w kilku miejscach trzeba się będzie nieco wysilić. A, że słowa nie są w stanie oddać tego jak epicko te wzory wyglądają, to zapraszam do obejrzenia znajdujących się poniżej zdjęć.

Jeśli Mordheim wciąż żyje w Waszych sercach lub chcecie sobie złożyć kompanię Sióstr Sigmara do Warheim FS to rzućcie okiem na Kickstarter Tales of the Old World: The Faith Awakens.

Niech Sigmara Was prowadzi!
There are models that tell a story - and today I bring you a review of selected Sisters of Sigmar miniatures from Axia Miniatures, true Tales of the Old World.

You’ll soon be able to acquire the Sisters of Sigmar miniatures during the upcoming Kickstarter Tales of the Old World: The Faith Awakens.

Printed in 3D technology, the models arrived in a well-packed parcel, containing sprues with the Sisters of Sigmar miniatures and their equipment.

The quality of the cast - or rather the print - is excellent, and the parts fit together very well. Before painting, the supports must be removed, and one really has to look closely, as the richly detailed sculpts hide quite a few of them, cleverly concealed.

The sculpts themselves are overflowing with detail and steeped in the atmosphere of the Sisters of Sigmar and Mordheim. But Axia Miniatures has already accustomed us to this level of quality, and once again, they do not disappoint.

The miniatures are simply stunning... And while I usually complain about excessive detail, in this case the abundance does not bother me at all - even if in a few places some extra effort will be needed. Words cannot truly capture how epic these designs look, so I invite you to browse the photos below.

If Mordheim still lives in your heart, or if you wish to assemble a Sisters of Sigmar warband for Warheim FS, make sure to take a look at the Tales of the Old World: The Faith Awakens.

May Sigmar guide you!



***

sobota, 20 września 2025

Figurkowy Karnawał Blogowy. Edycja #133: Egzotyka.
Dryfujący chaos. O panowaniu nad tratwą w trakcie turnieju Warheim FS - Złoto & Glony.

Witam szanowne państwo-draństwo i zapraszam do lektury wpisu opublikowanego w ramach #133 edycji Figurkowego Karnawału Blogowego. 

Gdyby ktoś z czytających blog DansE MacabrE jeszcze nie wiedział, FKB to inicjatywa którą w polskiej wargamingowej blogosferze 7 września 2014 roku rozpoczął Inkub prowadzący bloga Wojna w miniaturze.

Podsumowania dotychczasowych edycji znajdziecie TUTAJ.

Gospodarzem bieżącej edycji jest koyoth, a wpis z wrześniowym tematem egzotyczność znajdziecie na blogu shadow grey.

To tyle tytułem wstępu, zapraszam do lektury.

***
W uniwersum Warheim FS, gdzie każdy cal terenu to potencjalna pułapka, a przewaga taktyczna często zależy od zajęcia kluczowego wzgórza lub ruin, wprowadzenie zasady TRATWY zmienia wszystko. To nie jest kolejny pojazd – to dryfujący, nieprzewidywalny element zamętu, który może stać się zarówno twoim największym atutem, jak i przyczyną spektakularnej klęski. Sternikowi nie wystarczy umieć walczyć; musi być hydromantom, strategiem i jasnowidzem w jednej osobie.

Żywioł jako gracz

Podstawą wszystkiego są WIATR I PRĄD MORSKI. Te dwa czynniki wprowadzają do gry trzeciego, nieobliczalnego gracza – samą naturę. Przed rozpoczęciem potyczki i za każdym razem, gdy rzucasz na POGODĘ, musisz określić kierunek i siłę tych żywiołów. To nie jest drobny modyfikator – to fundamentalna zmiana w twoim planowaniu.
  • Sojusznicy lub wrogowie: Jeśli wiatr i prąd płyną w tym samym kierunku, sumują się, zamieniając twoją tratwę w szybką, niemal niepowstrzymaną pocisk. Ale jeśli są przeciwne, musisz odjąć ich siły, co może skutkować niemal całkowitym unieruchomieniem twojej jednostki. Różne kierunki oznaczają, że tratwę będzie ciągnęło na dwa różne sposoby, komplikując manewry.
  • Pierwszy i najważniejszy rzut: Zanim zaplanujesz jakikolwiek ruch, spójrz na wynik Kostki Rozrzutu. Twój plan musi uwzględniać ich kaprysy. Atak od strony, z której wieje wiatr, da ci dodatkową prędkość. Próba płynięcia pod prąd to proszenie się o kłopoty.

Trudności: Nie tylko wiosła się liczą

Nawigacja tratwą to ciągła walka z bezwładem, przeciążeniem i fizyką.
  • Testy Sterowania: To serce mechaniki. Wymagane przy każdej próbie precyzyjnego manewru, po trafieniu tratwy lub sternika, a nawet przy zatrzymaniu się po szybkim ruchu. Nieudany test oznacza, że tratwa dryfuje – staje się zabawką w rękach wiatru i prądu, kompletnie wymykając się spod twojej kontroli. Inicjatywa sternika jest tu kluczowa – sprawniejszy żeglarz łatwiej opanuje sytuację.
  • Bezwład i Zwroty: Tratwa nie zatrzymuje się na żądanie. Jeśli płynęła szybko, a chcesz ją zatrzymać lub gwałtownie skręcić, czeka cię test. Nieudany oznacza, że będzie dryfować jeszcze przez K3 cale, psując twoje idealne ustawienie. Skręty powyżej 45° kosztują cenny dystans (K6” mniej ruchu). Planuj manewry z dużym wyprzedzeniem!
  • Obciążenie: Każdy dodatkowy pasażer lub skrzynia ładunku spowalnia tratwę. Przewożenie kompletu pasażerów (-3 do Szybkości) zmienia ją w powolną, ociężałą platformę. Musisz wyważyć między siłą ognia/desantu a mobilnością.
  • …Do Wioseł!: Rozkazanie pasażerom do wiosłowania to ryzykowna taktyka. Może dać ci dodatkowy zasięg (+1” za udany test SIŁY), ale każdy wioślarz do końca tury nie może się kryć, strzelać ani rzucać czarów. Decydujesz się na chwilowy zryw kosztem potencjału bojowego.

Taktyczne wykorzystanie: Miecz obosieczny

Mądre użycie tratwy może zdominować grę. Głupie – zapewni twoim przeciwnikom łatwe cele.
  • Mobilna platforma strzelecka: Załóżmy, że masz kilku strzelców. Wpływasz z wiatrem na flankę przeciwnika, wykonujesz zwrot i unieruchamiasz tratwę. Masz stabilną, choć podatną na ataki, platformę do ostrzału. Pamiętaj o karze -1 do trafienia, jeśli tratwa się poruszała, i że wróg ma +1 do trafienia w ten DUŻY CEL.
  • Szybki desant: To jej największa siła. Wykorzystaj prąd, by błyskawicznie przerzucić oddział do walki wręcz (elitarni żołnierze, bohaterowie) w newralgiczne miejsce pola bitwy – na tyły wroga, na kluczowy punkt strategiczny. Szarża tratwą na wrogą jednostkę (z zasięgiem równym podwójnej Szybkości) to potężne narzędzie.
  • Przynęta i pułapka: Czasami tratwa z kilkoma tanimi żołnierzami może służyć jako przynęta. Wciągnij wrogie jednostki w pułapkę, na pole, gdzie czai się reszta twojej kompanii. Poświęcenie kilku żołnierzy dla rozbicia szyków wroga może być opłacalne.
  • Abordaż i przeskoki: Zasady WSIADANIA/WYSIADANIA oraz PRZESKOKU pozwalają na dynamiczne wymiany załóg między tratwami lub abordaż na wrogie jednostki pływające. To niezwykle widowiskowe, ale i ryzykowne manewry, wymagające testów i niosące ryzyko wpadnięcia do wody.

Zagrożenia: Woda to nie przyjaciel

Pamiętaj, że tratwa jest krucha. Wpłynięcie na teren niedostępny (np. skały, płytkie dno) to niemal gwarancja jej zniszczenia i wrzucenia całej załogi do wody. Walka wręcz z tratwą jest też specyficzna – wróg może wybierać, czy atakuje załogę, czy samą tratwę. Kilka celnych ciosów może szybko uszkodzić konstrukcję, obniżając jej szybkość i ochronę, a w końcu zatopić.

Podsumowanie:

Zasada TRATWY to jeden z najbardziej zaawansowanych i nagradzających mechanizmów w Warheim FS. Nagradza graczy, którzy myślą strategicznie, uwzględniają warunki terenowe i pogodowe, oraz są gotowi na improwizację, gdy żywioły pokrzyżują ich plany. To nie jest jednostka dla graczy szukających prostych rozwiązań. To narzędzie dla prawdziwych kapitanów, którzy potrafią czytać nie tylko mapę, ale także wiatr i wodę. Podejmij wyzwanie, a twoi przeciwnicy będą długo pamiętać dzień, kiedy przegrali bitwę nie twoją armią, ale twoim geniuszem żeglarskim.

***

poniedziałek, 18 sierpnia 2025

Figurkowy Karnawał Blogowy. Edycja #132: Bracia i siostry.
Muszkieterowie z Nuln.

Witam szanowne państwo-draństwo i zapraszam do lektury wpisu opublikowanego w ramach sto trzydziestej drugiej edycji Figurkowego Karnawału Blogowego. 

Gdyby ktoś z czytających blog DansE MacabrE jeszcze nie wiedział, FKB to inicjatywa którą w polskiej wargamingowej blogosferze 7 września 2014 roku rozpoczął Inkub prowadzący bloga Wojna w miniaturze.

Do tej pory, co można wywnioskować po tytule posta, odbyło się sto trzydzieści jeden edycji, których podsumowania znajdziecie TUTAJ.

Gospodarzem sto trzydziestej drugiej edycji jest potsiat, a wpis z sierpniowym tematem znajdziecie na blogu Gangs of Mordheim.

To tyle tytułem wstępu, zapraszam do lektury.

***
Są miasta, które żyją legendami rycerzy, cudami świętych i opowieściami o dawnej chwale. Nuln nie jest jednym z nich. Tu nie ma miejsca na baśnie – jest za to proch, stal i zimna matematyka wojny. W sercu Imperium, gdzie rzeka Reik toczy swoje mętne wody pod ciężarem handlu, intryg i krwi, Muszkieterzy z Nuln stoją jak żywy mur między cywilizacją a tym, co czai się w mroku. To nie są herosi, którzy giną w glorii – to precyzyjne narzędzie wojny, które zabija, zanim wróg zdąży wypowiedzieć pierwsze bluźnierstwo. A jednak w tej surowej machinie jest coś, co spaja ją mocniej niż stal – braterstwo. Niezależnie od pochodzenia, każdy muszkieter wie, że w ogniu bitwy liczy się tylko to, czy towarzysz po lewej i prawej stronie utrzyma linię.
Dzisiejszy wpis zabierze was w świat, w którym bogato zdobiony hełm i srebrne guziki to tylko fasada, a prawdziwą wartość mierzy się szybkością przeładowania i celnością salwy. Poznacie kompanię, w której obok kapitanów i sierżantów maszerują Magistrowie Ognia i Metalu, prezbiterzy Sigmara, inżynierowie i rangerzy Bugmana – a każdy z nich ma swoją rolę w machinie wojennej Nuln. To opowieść o armii, w której braterstwo rodzi się z huku wystrzałów i wspólnego dźwigania skrzyń z prochem, a więź między żołnierzami jest tak mocna, że nawet śmierć wydaje się zaledwie przerwą w służbie. Tu nie czeka się na błogosławieństwo – tu sami stają się błogosławieństwem… dla Imperium, i przekleństwem dla jego wrogów


Kiedy rycerze śpiewają o honorze, a kapłani bredzą o cudach, my, muszkieterowie z Nuln, ładujemy lufy naszych muszkietów. Nie potrzebujemy modlitw. Nie składamy przysiąg. Nasza wiara jest prochem, nasza ewangelia to stal. Jeden strzał - jedna decyzja. I jeśli Sigmar chce, byś żył - nie staniesz na linii celownika.
Lufa muszkietu nie zna litości. Nie pyta o herby, nie liczy modlitw, nie rozróżnia krwi chłopa od krwi arystokraty. Każdy wróg Imperium - mutant, heretyk, przemytnik, czy zdrajca - kończy tak samo: w huku wystrzału, z kulą w sercu, nim zdąży wykrzyczeć swe bluźnierstwo.
My nie krzyczymy. My nie szarżujemy. My nie czekamy na błogosławieństwo. Kiedy inni ruszają do boju - my już złożyliśmy ofiarę. Na zimno. Z dystansu. Bez emocji. Bo precyzja to cnota. A strach… to tylko oddech, który utrudnia celowanie.
- Kapitan Adalbert Grigg, dowódca Czarnej Kompanii z Nuln

Muszkieterzy z Nuln to coś więcej niż żołnierze – to żywy manifest potęgi, nowoczesności i niezłomnej woli Południa Imperium. Salwy z broni palnej rozbrzmiewają już nie tylko na polach bitew, ale i na placach ćwiczebnych, na mostach Reiku i w dusznych, cuchnących kanałach miasta zwanego Klejnotem Imperium, gdzie ludzkość prowadzi swoją codzienną, nierówną wojnę z ciemnością. Dla Hrabiny Emmanuelle von Liebowitz, Muszkieterzy to osobisty projekt i oczko w głowie – dowód na to, że miasto Nuln, dawna stolica i kuźnia Imperium, wciąż przewodzi ludzkości, nie szablą, lecz gwintowaną lufą muszkietu.
Uformowani jako regularna, zawodowa piechota liniowa, Muszkieterzy z Nuln stanowią rdzeń armii nowego typu, opartej na sile ognia, manewrze i dyscyplinie. Ich podstawowe uzbrojenie to muszkiety, pieczołowicie produkowane w warsztatach rusznikarskich, gdzie każda lufa, każda zamek, każdy spust przechodzi ścisłą kontrolę. Ta broń prochowa, choć wymagająca, w rękach wyszkolonych strzelców potrafi zdziesiątkować szeregi wroga, nim ten zdoła zbliżyć się na odległość rzutu toporem. Bagnety montowane pod lufą pozwalają na błyskawiczne przejście z szyku strzeleckiego do walki w zwarciu – ich użycie ćwiczy się z precyzją godną tileańskich fechmistrzów.
Doświadczeni inżynierowie elitarnych oddziałów wyposażeni są także w revolvery – eksperymentalne, wielolufowe muszkiety zdolne do wielokrotnego strzelania bez konieczności przeładowania. Choć cięższe i trudniejsze w obsłudze, revolvery mają miażdżącą siłę ognia i wykorzystywane są przez najbardziej doświadczonych weteranów do ochrony kluczowych pozycji, drzwi, wąskich przejść oraz w operacjach ulicznych. W ogniu ich wystrzałów giną nie tylko wrogowie, ale i mrok – bo revolvera to broń niepokornych, odpowiedź świata ludzi na bezlitosną perfidię Chaosu.
W szeregi muszkieterów wcielani są także rajtarzy – kawalerzyści wyszkoleni do walki z siodła, uzbrojeni w pistolety i miecze, pełniący funkcję zwiadowczą i przełamującą. Ich szarże, prowadzone w synchronizacji z ostrzałem linii piechoty, rozbijają zwarte szyki wroga i ścigają niedobitki. W czasie pokoju rajtarzy pełnią funkcje eskortowe i reprezentacyjne – to właśnie ich paradne przejazdy wzbudzają podziw córek mieszczan i lęk wśród wszelakich przestępców.
Muszkieterzy z Nuln noszą bogato zdobione mundury w barwach czerni i srebra – z haftowanymi rękawami, wysokimi, zdobionymi czako, medalionami gildii i symbolami miasta. Tkaniny, guziki i barwienia produkowane są przez cechy miejskie specjalnie dla tej formacji – duma Hrabiny musi błyszczeć nie tylko na polu chwały, ale i w oczach gawiedzi. Widowiskowe ćwiczenia, odbywające się na Wielkim Dziedzińcu Imperialnej Szkoły Artylerii, to widowiska przyciągające tłumy obywateli – salwy synchroniczne, błysk bagnetów, precyzyjne manewry – wszystko to w takt marszów granych przez orkiestrę wojskową. Dla wielu młodych mieszkańców Nuln, wstąpienie do Muszkieterów to szczyt aspiracji – droga do chwały, kariery, a może nawet łaski samej Hrabiny. Ale za blaskiem tych pokazów kryje się mrok, który zna tylko ten, kto przeżył nocny patrol w kanałach. Skaveny, plugawe człekokształtne szczury, plenią się w podziemiach Nuln jak zaraza. Ich tunele, brudne rytuały i niepokojąco zaawansowane, choć prymitywne technologie, stanowią realne, śmiertelne zagrożenie dla wszystkich mieszkańców Nuln. Kompanie Muszkieterów prowadzą regularne czyszczenia kanałów, wspierane przez strażników miejskich, prezbiterów i oddziały rangerów. W tych walkach nie ma miejsca na honor – są tylko krzyki, dym, błysk luf i krew na brukowanych schodach.
Rangerzy Bugmana, krasnoludzcy zwiadowcy wspierający niektóre kompanie, są niezastąpieni w rozpoznaniu. Uzbrojeni w kusze i krasnoludzkie topory, poruszają się w ciemności, wyczuwają wibracje pod stopami i ostrzegają przed zagrożeniami, nim zaskoczą one ludzkich towarzyszy. Choć nie używają prochu, ich chłodna skuteczność doskonale uzupełnia ognistą dyscyplinę Muszkieterów.
Wśród muszkieterów służą również Prezbiterzy Sigmara – nie starzy dogmatycy, ale kapłani–wojownicy Zakonu Srebrnego Młota, głoszący, że Sigmar objawia się nie tylko w młocie, ale i w ogniu muszkietu. Ich obecność to nie tylko duchowe wsparcie – to również autorytet moralny i narzędzie inkwizycyjne, gotowe rozprawić się z odstępcami. Zakuci w zbroje, dzierżący młoty i kazania, kapłani Zakonu Srebrnego Młota wspierają kompanię zarówno na placu ćwiczeń, jak i w czasie walki. W ich interpretacji wiary nie ma sprzeczności między pobożnością a strzelaniem – bo ogień muszkietu to tylko przedłużenie gniewu Sigmara. Ich obecność podkreśla rozłam między południowym kultem postępu a konserwatywnym kultem Ulryka, który nadal gardzi bronią palną jako plugawym dziełem inżynierii.
Każdy muszkieter zna swoje miejsce – w szyku, w historii i w oczach społeczeństwa. Ich oddanie sprawie, mundurowi rygor, dyscyplina i umiejętność walki czynią z nich elitę nie tylko militarną, ale i moralną. Ich służba to zaszczyt, ale i obowiązek, bo każde potknięcie, każda porażka, to nie tylko hańba – to zagrożenie dla całego południa.
Służba w tej formacji to nie tylko prestiż, ale i ofiara. Młodzi oficerowie, wywodzący się z nowej fali arystokracji Nuln, widzą w Muszkieterach drogę do kariery. Ale starzy sierżanci, którym proch osiadł w płucach, wiedzą, że tu nie chodzi o medale – tu chodzi o przetrwanie. W mroku południa, gdzie ulrykańska tradycja jest tylko echem, a Sigmar przemawia z lufy muszkietu, tam Muszkieterzy z Nuln stają się ostatnim bastionem cywilizacji. Bo gdy zawodzi stara wiara i miecz nie wystarcza, to proch przemawia ostatecznym słowem.


Kapitan Muszkieterów z Nuln to oficer uformowany z tej samej stali i prochu, co jego oddział – zimny, zdyscyplinowany i bezlitosny w działaniu. Wywodzi się zwykle z rodzin kupieckich lub niższej szlachty, gdzie rachunek zysków i strat jest równie istotny w handlu, co na polu bitwy. Jego mundur, skrojony z najlepszych tkanin cechu krawców i ozdobiony insygniami miasta, nie jest symbolem próżności, lecz władzy i odpowiedzialności. Dowodzi z dystansu, oceniając pole walki jak tarczę strzelniczą – nie po to, by popisać się odwagą, ale by dobrać właściwy kąt, odległość i moment, w którym padnie rozkaz salwy. W jego oczach każda bitwa to równanie, w którym liczba luf i tempo przeładowania mają większe znaczenie niż okrzyki bojowe czy herby wroga. Potrafi zachować absolutny spokój nawet wtedy, gdy huk dział zagłusza rozkazy, a w powietrzu unosi się zapach krwi i spalonego prochu. W kanałach Nuln czy na murach oblężonego fortu Kapitan stoi zawsze tam, gdzie linia może pęknąć – z muszkietem w ręku, ale i z chłodnym umysłem, który nie zna litości ani zwątpienia. W ciemnościach podziemi potrafi jednym spojrzeniem uciszyć panikę i przywrócić szyk, a na otwartym polu, wśród świstu kul, wydać rozkaz, który odwraca losy starcia. Zna imiona swoich ludzi i ich mocne strony, dlatego potrafi rozdzielać zadania z matematyczną dokładnością. Każdy rozkaz wypowiada tonem nieznoszącym sprzeciwu, a każde polecenie poprzedza krótkim namysłem, jakby w głowie widział całą mapę bitwy.

***

Magowie służący w szeregach Muszkieterów z Nuln wywodzą się głównie z dwóch kolegiów – Ognia i Metalu – łącząc w swojej służbie dyscyplinę wojskową z potęgą magii bitewnej. Magister Ognia, wyszkolony w Kolegium Płomienia w Altdorfie, jest dla kompanii czymś więcej niż wsparciem – stanowi ruchomą baterię artylerii, zdolną jednym gestem podpalić barykady, rozproszyć szarżę lub obrócić machinę oblężniczą w płonący wrak. W bitwie działa w ścisłej synchronizacji z linią muszkieterów, rozpalając powietrze między salwami, a jego ogniste pociski i strumienie płomieni rozbijają morale wroga szybciej niż grad kul. Wygląda jak uosobienie płomienia – odziany w szkarłat i złoto, z runicznymi pierścieniami i peleryną trzepoczącą w żarze jego własnej magii. Choć jego moc jest gwałtowna, używa jej z chirurgiczną precyzją, rozumiejąc, że w taktyce Nuln ogień ma nie tyle płonąć wszędzie, co uderzyć tam, gdzie zada największy cios.
Magister Kolegium Metalu to intelektualny filar nowoczesnej wojny – alchemik i strateg w jednej osobie, którego umiejętności przenikają każdy aspekt działań Muszkieterów. W bitwie jego zaklęcia wzmacniają lufy muszkietów, hartują ostrza bagnetów i potrafią zamienić wroga w posąg ze złota lub brązu. Jako znawca metalurgii i inżynierii jest bezcennym doradcą w utrzymaniu i udoskonalaniu broni prochowej, a także w sabotażu machin przeciwnika. W srebrno-mosiężnych szatach, z kapturem wyszywanym symbolami Chamon, wygląda niczym kapłan postępu – łączący magię z nauką w służbie południowej potęgi Imperium. W kanałach Nuln potrafi zaklęciem zamknąć żelazną kratę w ułamku sekundy lub wzmocnić most, który miał runąć pod ciężarem wojsk. Obaj – i Mistrz Ognia, i Mistrz Metalu – działają w harmonii z muszkieterską dyscypliną, dowodząc, że proch, stal i magia, odpowiednio użyte, stanowią niepodzielną trójcę zwycięstwa.

***

Prezbitera Sigmara w szeregach Muszkieterów z Nuln trudno pomylić z kaznodzieją z prowincji – to kapłan–wojownik Zakonu Srebrnego Młota, który zamiast wieńca modlitw nosi na szyi symbol Sigmara nad muszkietem, a w dłoni dzierży młot równie pewnie, co księgę kazań. W polu towarzyszy żołnierzom w pierwszej linii, udzielając błogosławieństwa przed salwą i dobijając tych, którzy przetrwali grad kul. W jego naukach ogień prochu jest przedłużeniem gniewu Sigmara, a precyzyjny strzał – dowodem boskiej sprawiedliwości. W kanałach Nuln, pośród dymu i wrzasku skaveńskich potyczek, głosi słowa, które podnoszą morale, ale i ostrzegają, że każdy tchórz i heretyk spotka ten sam los co mutant – bez sądu i bez litości. Dla kompanów jest nie tylko duchowym wsparciem, ale i żelaznym autorytetem, który przypomina, że w armii Nuln wiara i proch maszerują ramię w ramię. 

***

W szeregach Muszkieterów z Nuln to inżynierowie dbają o stan luf i mechanizmów zamków, adaptują broń do warunków pola walki i nadzorują obsługę revolver czy wozów bojowych. Potrafią wprowadzać drobne modyfikacje, które zwiększają szybkostrzelność lub celność, a także improwizować, gdy sytuacja wymaga prowizorycznych napraw pod ostrzałem. Prowadzą testy nowej amunicji, eksperymentują z prochem o różnej granulacji i opracowują narzędzia, które pozwalają muszkieterom działać szybciej i skuteczniej. Na polu bitwy ich obecność bywa decydująca – nie poprzez okrzyki i szarże, lecz przez suchy trzask sprawnego mechanizmu i świst kuli wystrzelonej z perfekcyjnie ustawionej lufy. Dla wielu żołnierzy są cichymi bohaterami – tymi, którzy sprawiają, że broń strzela, kiedy naprawdę musi, a wróg nie dostaje drugiej szansy.

***

Sierżant Muszkieterów z Nuln to twardy weteran, który zna smak prochu lepiej niż wina i potrafi rozpoznać wadliwy mechanizm po samym dźwięku przeładowania. Wywodzący się najczęściej spośród szeregowych muszkieterów, z latami służby w kanałach, na murach i w polu, jest ogniwem łączącym rozkazy kapitana z codzienną rutyną oddziału. Prowadzi muszkieterów w szyku, koryguje ich postawę przy strzale, wymusza tempo przeładowania i nie waha się użyć bagnetu, gdy wróg zbliży się za bardzo. Jego głos, chrapliwy od dymu prochowego, potrafi przebić się przez huk salwy i zamęt bitwy, a spojrzenie – zamrozić w miejscu nawet najbardziej butnego lub przestraszonego rekruta. Bowiem dobry sierżant wie, że jeden zbyt pewny siebie lub złamany człowiek to początek klęski. A on nie pozwoli, by Nuln przegrało przez czyjąś słabość. Nawet jeśli miałby ją wypalić prochem.


Milicja to oddziały powoływane doraźnie jako lokalne siły obronne, formowane z chłopów, rzemieślników i mieszczan. Niektórzy z nich to ochotnicy, pragnący zasłużyć się miastu i zyskać zaszczyt służby w szeregach Muszkieterów, inni to ludzie wcieleni z przymusu po żniwach. Wyposażenie i uzbrojenie zapewniają gildie, dlatego jego jakość bywa różna i zależy od zamożności dzielnicy lub gildii, z których pochodzą milicjanci.

***

Muszkieterzy to doskonale wyszkoleni i zdyscyplinowani żołnierze, wyspecjalizowani w obsłudze broni prochowej, stanowiący dumę militarnej tradycji Nuln. Często biorą udział w turniejach i pokazach organizowanych przez Hrabinę Emmanuelle von Liebowitz, gdzie publiczność wiwatuje na widok ich kunsztu i precyzji. Ich umiejętności uczyniły z nich nie tylko elitarnych wojowników, lecz także część miejskiej kultury i dumy stolicy Południa. Podczas wystawnych uczt i miejskich zabaw bywają proszeni o udział w pokazach, gdzie demonstrują błyskawiczne przeładowywanie, salwy honorowe i celność godną legend. Niejednokrotnie wyzywają miejscowych śmiałków na zawody strzeleckie, gdzie stawką bywa kufel rumu, wieczna chwała lub sakiewka pełna miedzianych monet. 

***

Przed wiekami, gdy cywilne władze Nuln utonęły w korupcji, Imperator oddał porządek w ręce garnizonu wojskowego. Dziś strażnicy to weterani, dla których prawo to rozkaz, nie sugestia. Ich mundury noszą ślady walk w kanałach ze skavenami i pożarów w dzielnicach biedoty. Uzbrojeni w halabardy, broń prochową i zimną obojętność, nie wahają się łamać kości i palić podejrzanych nor. Dla jednych to etap służby, dla innych – dożywotnia pokuta. W mieście, gdzie każdy cień kryje zdradę, ich bezwzględność jest ostatnią linią między porządkiem a Chaosem.
W Nuln strażnicy miejscy są trybikami w machinie wojska, miażdżącymi wszystko, co zagrozi porządkowi Emmanuelle von Liebowitz. 

***

Rajtarzy to ruchome uzupełnienie formacji muszkieterów. Gdy piechota wiąże wroga ogniem, oni okrążają przeciwnika, zasypując go krótkimi, celnymi salwami z pistoletów. Ich konie, choć nie tak okazałe jak paradne rumaki, są wytrzymałe i przyzwyczajone do huku wystrzałów. To nie błędni rycerze, lecz praktyczni kawalerzyści. Ich siła nie leży w szaleńczych szarżach, lecz w precyzyjnych manewrach i zdolności do szybkiego przejścia z walki ogniowej do bezpośredniej konfrontacji. 

***

Wkrótce po tym, jak Josef Bugman odbudował swój legendarny browar, niegdyś zrównany z ziemią przez Zielonoskórych, stało się jasne, że bez stałego nadzoru ze strony doświadczonych krasnoludzkich wojowników zarówno sam proces warzenia piwa, jak i jego bezpieczny eksport poza granice Karaz Ankor będą w praktyce niemożliwe do utrzymania. W tamtych niespokojnych i niebezpiecznych czasach największe zagrożenie stanowili dzicy Zielonoskórzy, którzy szerzyli terror w ciemnych lasach i bezkresnych ostępach rozciągających się pomiędzy ludzkimi i krasnoludzkimi osadami. Karawany kupieckie, zarówno krasnoludów, jak i ludzi, były dla nich łatwym i łakomym łupem – nie tylko dla orków i goblinów, ale też dla zwykłych bandytów, zbiegłych więźniów i zdegenerowanych wyznawców Chaosu, czających się w mroku niczym dzikie zwierzęta.
Josef Bugman, pragmatyk, patriota i strateg, szybko zrozumiał, że potrzebuje nie tylko strażników stojących na warcie przy bramie browaru, ale także mobilnych, doskonale wyszkolonych oddziałów zdolnych do ciągłego patrolowania najważniejszych traktów handlowych, łączących Karaz Ankor z ziemiami ludzi. Dlatego powołał do życia formację znaną jako Krasnoludzcy Rangerzy, szerzej znanych także jako Rangerzy Bugmana – elita zwiadowców, tropicieli i strzelców, którzy porzucili życie w bezpiecznych, kamiennych korytarzach twierdz, by strzec szlaków, przełęczy i pogranicza przed każdą zagrażającą siłą.
W odróżnieniu od swych bardziej osiadłych krewniaków, przywykłych do ciepła kuźni i chłodu skalnych chodników, Rangerzy lepiej czują się w dzikich, leśnych ostępach i na odludnych bezdrożach. Podróżują samotnie lub w niewielkich, samowystarczalnych grupach zwiadowczych, bacznie obserwując niepokojące zjawiska, tropiąc Zielonoskórych, mutantów i plugastwo Chaosu. Ich umiejętność bezszelestnego poruszania się, kamuflażu i obserwacji terenu jest niemal legendarna – wielu spośród nich potrafi zbliżyć się do nieprzyjaciela na tyle blisko, by odczytać inskrypcje na jego broni, wypatrzyć znaki na proporcach lub podsłuchać plany bitwy, nie zdradzając przy tym ani najmniejszego śladu swojej obecności.
Choć głównym celem Rangerów pozostaje niezmiennie ochrona browaru Bugmana oraz szlaków, którymi transportowane są beczki szlachetnego trunku, to jednak ostatnie dekady przyniosły istotne zmiany – zwłaszcza po zawarciu porozumienia pomiędzy Josefem Bugmanem a Hrabiną Emmanuelle von Liebowitz, charyzmatyczną władczynią Nuln, miasta słynącego z armat, prochu i najznakomitszych muszkietów w całym Imperium. Dzięki tej współpracy wybrane oddziały Rangerów Bugmana zaczęły działać wspólnie z Muszkieterami z Nuln – formacją elitarnej piechoty, słynącą z dyscypliny, doskonałego wyszkolenia i precyzyjnego ostrzału. Muszkieterzy z Nuln, przyzwyczajeni do działań w zwartej formacji i ceniący sobie wojskowy rygor, szybko znaleźli wspólny język z krasnoludzkimi strzelcami, którzy od pokoleń słynęli z niezrównanej celności, kunsztu wojennego oraz niezawodnych kusz i rusznic.
Wspólne patrole, zasadzki na Zielonoskórych, zwiad i zabezpieczanie najważniejszych traktów przyniosły obopólne korzyści – krasnoludowie mogli liczyć na wsparcie ognia z muszkietów i taktyczną organizację, a ludzie – na nieustępliwość, hart ducha i niezłomną determinację Rangerów. W ramach wzajemnej pomocy Hrabina Emmanuelle odesłała część swoich wojsk do pilnowania karawan browaru i punktów przeładunkowych, natomiast Josef Bugman wysłał najlepszych spośród swych Rangerów do ochrony magazynów prochu w Nuln oraz eskorty wyjątkowo ważnych dostaw i poselstw.
Tak po raz kolejny został potwierdzony czynami liczący już ponad dwa i pół tysiąca lat sojusz pomiędzy krasnoludami z Gór Krańca Świata a ludźmi zamieszkującymi Imperium – sojusz, który narodził się jeszcze za życia Sigmara Młotodzierżcy, a którego fundamentem, niezmiennie od pokoleń, pozostaje wzajemny szacunek, silne ramię w boju, dobre piwo i jeszcze lepszy proch.


Wozy bojowe Nuln stanowią prawdziwe dzieła inżynierii wojennej i kunsztu miejscowych mistrzów kowalskich. To potężne, ciężkie konstrukcje, których sylwetka przywodzi na myśl ruchome baszty – zbrojne bastiony żelaza i dębowych bali, opasane okutymi pierścieniami i blachami wzmacniającymi. Każdy z tych wozów to świadectwo praktycznego geniuszu inżynierów z Nuln, miasta słynącego z armat, prochu i mistrzów rusznikarstwa.
Grube, wysokie burty z masywnych belek, często dodatkowo pokrywane blachą lub stalowymi płytami, osłaniają załogę przed gradem strzał, bełtów czy ostrzami nieprzyjacielskiej jazdy. Wielu konstruktorów stosuje rozkładane lub unoszone burty, umożliwiające strzelcom ukrycie się i prowadzenie ognia lub szybszą zmianę pozycji. W razie potrzeby wozy te mogą być spięte w zwartą, niemal niezdobytą konstrukcję przypominającą pancerne ściany oblężniczej wieży.
Na wysokim pokładzie bojowym, zabezpieczonym drewniano–metalową burtą, gromadzą się żołnierze z Nuln – doświadczeni muszkieterowie i kusznicy, którzy dzięki przewadze wysokości są w stanie razić nieprzyjaciela ogniem swoich luf i bełtów, zanim ten zdoła zbliżyć się do pozycji obronnej. Dowódca wozu, często weteran licznych kampanii lub sierżant artylerii, korzysta z podwyższenia jako stanowiska obserwacyjnego, skąd wydaje komendy i wskazuje cele.
Niektóre z tych machin bywają wyposażone w uchwyty na arkebuzy i falkonety – dowód kolejnej innowacji płynącej z Kuźni Nuln. W najbardziej elitarnych oddziałach spotyka się również wozy bojowe zdobione herbami cechów rusznikarzy, pancerzami odlanymi w kształcie smoków lub gryfów – symbolami potęgi inżynieryjnej i militarnej miasta.

***

Rydwany są bojowymi wozami od wieków używanymi przez wojowników Starego Świata. Według zapisów w kronikach historycznych także Sigmar, w czasie Bitwy na Przełęczy Czarnego Ognia, dowodził armią prowadząc natarcie w rydwanie Siggurda, wodza Brigundian. Do rydwanów należą pojazdy, które posiadają dwa koła – przymocowane do osi, na której wspiera się platforma, otoczona z trzech stron burtami – i są ciągnięte przez zwierzęta. Im droższy rydwan, tym mocniejsza i bardziej śmiercionośna jego konstrukcja.


Muszkieterzy z Nuln to więcej niż formacja – to manifest postępu, dyscypliny i nieustępliwości. W ich świecie nie ma miejsca na przypadek, a zwycięstwa rodzą się z chłodnej kalkulacji i bezbłędnej współpracy wszystkich elementów tej wojskowej układanki. Wspólne patrole z krasnoludzkimi rangerami, wsparcie magów i bezlitosny ogień piechoty sprawiają, że są w stanie oprzeć się zarówno skaveńskiej zarazie, jak i zielonoskórym hordom. Tu każdy wie, że pomyłka jednego człowieka to luka, w którą Chaos wbije swój szpon – i nikt nie pozwoli, by do tego doszło.
Kiedy opadnie dym po ostatniej salwie, a echa wystrzałów ucichną w ciasnych ulicach i kanałach Nuln, zostaje tylko cisza… i świadomość, że gdzieś tam, na stanowisku strzeleckim, ktoś znów ładuje muszkiet. Bo wojna nigdy się tu nie kończy – zmienia tylko cel. A Muszkieterzy z Nuln, wierni swojemu credo, będą czekać, by raz jeszcze przemówić językiem prochu i stali.
***

piątek, 11 lipca 2025

Figurkowy Karnawał Blogowy. Edycja #131: Cywile, mieszkańcy, NPCe.
Recenzja: Black orc Warlord (Urgzahk the Dethroner) od Avatars of War.
Review: Black orc Warlord (Urgzahk the Dethroner) from Avatars of War.

Witam szanowne państwo-draństwo i zapraszam do lektury wpisu opublikowanego w ramach sto trzydziestej pierwszej edycji Figurkowego Karnawału Blogowego. 

Gdyby ktoś z czytających blog DansE MacabrE jeszcze nie wiedział, FKB to inicjatywa którą w polskiej wargamingowej blogosferze 7 września 2014 roku rozpoczął Inkub prowadzący bloga Wojna w miniaturze.

Do tej pory, co można wywnioskować po tytule posta, odbyło się sto trzydzieści edycji, których podsumowania znajdziecie TUTAJ.

Gospodarzem sto trzydziestej pierwszej edycji jest Maniex, a wpis z lipcowym tematem znajdziecie na blogu Maniexite.

A co z cywilami, mieszkańcami i NPCami ma wspólnego ork na krasnoludzkim tronie? Cóż, póki nie napiszę zasad dodatku Herosi & Behemoty do Warheim FS to Black orc Warlord (Urgzahk the Dethroner) od Avatars of War pozostanie tylko mieszkańcem obozowiska zielonoskórych, a to wystarczy by podpiąć recenzję do Figurkowego Karnawału Blogowego!

To tyle tytułem wstępu, zapraszam do lektury.

***

Dziś na łamach bloga DansE MacabrE przygotowałem dla Was krótką recenzję modelu Black orc Warlord (Urgzahk the Dethroner) od Avatars of War, który został wydrukowany przez Minifakturę.

Wydrukowany w całości z szarej żywicy model przedstawia siedzącego na krasnoludzkim tronie herszta orków, który w zamyśleniu spogląda na rozciągające się aż po horyzont królestwo... albo tępo spogląda przed siebie, zależy kogo spytać.

Tak czy inaczej, rzeźba jest bogata w detale i szczegóły, jednocześnie nie jest zbyt przyjazna dla malarzy, bo są takie jej fragmenty, gdzie naprawdę będzie trudno sięgnąć pędzlem.

Model umieściłem na kwadratowej podstawce 50x50 mm, a wedle opisu producenta tron ma blisko 49 mm szerokości. Więc Urgzahk the Dethroner z pewnością będzie wyglądał na największego orka w Łooomocie!, który kiedyś mam zamiar pomalować.


Mnie ten model kupił w 100%. Widzę tu pewne nawiązania do Conana Barbarzyńcy i już słyszę skrobanie krasnoludzkich piór w Księdze Uraz!

Na zdjęciach poniżej możecie zobaczyć Black orc Warlord w podkładzie — na więcej przyjdzie czas, gdy Łooomot! doczeka się malowania.

A jaki jest Wasz ulubiony model herszta orków?
Today on the DansE MacabrE blog I’ve put together a short review of the Black orc Warlord (Urgzahk the Dethroner) by Avatars of War, which was printed by Minifaktura.

The miniature, fully printed in grey resin, depicts an orc warlord seated on a dwarven throne, staring thoughtfully at the vast kingdom stretching out to the horizon… or just staring blankly ahead — depends on who you ask.

Either way, the sculpt is rich in detail but not exactly painter-friendly — there are sections where reaching with a brush will be an adventure in itself.

I placed the model on a 50×50 mm square base, and according to the manufacturer’s description, the throne is nearly 49 mm wide. So Urgzahk the Dethroner will definitely stand out as the biggest orc in Waaagh!, which I do plan to paint someday.

This miniature got me hooked 100%. I see clear nods to Conan the Barbarian, and I can already hear dwarven quills scratching fresh grudges into the Book of Grudges!

In the photos below, you can see the Black Orc Warlord primed — more will come when Waaagh! finally gets its time on the painting desk.

So, what’s your favourite orc warlord miniature?