Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vulgrim Guślarz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vulgrim Guślarz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 marca 2019

Warhammer FRP, kampania 'Wewnętrzny Wróg', relacja z jedenastej sesji - 'Tajemnice w krypcie/Śmierć ich nie weźmie'. Sommerzeit AS2502, Góry Szare.

Poniżej szanowne państwo-draństwo znajdzie relację z jedenastej sesji rozegranej w ramach kampanii Wewnętrzny Wróg do 1 edycji WFRP i zarazem ostatniej sesji Liczmistrza, w czasie której bohaterowie graczy będą musieli wybierać pomiędzy mniejszym i większym złem, a później zmierzą się ze Śmiercią, tracąc na zdawało by się beznadziejnej walce najlepsze lata swojego życia.


***
Relacje z kampanii Wewnętrzny Wróg:

***
I w wyznaczonym czasie powstaniemy z naszych miejsc ukrycia
i zdobędziemy osady Imperium. Nasi bracia wyjdą z lasów, by zabijać i palić.
Chaos ogarnie ziemię,
a my, wybrani słudzy, zostaniemy wyniesieni w JEGO oczach.
Niech będzie pozdrowiony Tzeentch, Ten Który Zmienia Drogi.

Tu będziemy się bronić

Frugelhofen upadło, a do klasztoru La Maisontaal przybyła fala uchodźców, niosąc przerażające wiadomości o ataku Nieumarłych. Mnisi robili wszystko, co było w ich mocy próbując ratować rannych i opiekując się śmiertelnie wystraszonymi uciekinierami.

Wśród ciężko rannych znalazł się także młody Krasnolud Gorimm Gutrrisson, którego rany okazały się na tyle poważne, że mimo iż duch Khazada rwał się do walki, to okaleczone ciało odmówiło posłuszeństwa, a towarzysze musieli wlec go do położonego w kaplicy lazaretu, gdzie Padre Pierr udzielał pomocy rannym.

- Jak dla mnie, to wyglądacie dość zdrowo - Padre Pierr ostro popatrzył na Sigurda Petersona i Vulgrima Guślarza. - Zacznijmy od tego, że wciąż chodzicie, czego nie mogę powiedzieć o większości tu leżących, w tym i o waszym towarzyszu, tym młodym Khazadzie, który leży tam na podłodze. Sądzę, że wy zdołacie jakoś wytrzymać do czasu, aż będę mógł do was podejść, a tu leży kilka osób, które nie wytrzymają. Więc wybaczcie, ale najpierw obsłużę tych, którzy potrzebują najbardziej pomocy - podejdę do was gdy, będę miał chwilę czasu.

Kiedy to mówił, wieśniak którego opatrywał wyciągnął słabą, trzęsącą się rękę i wskazał na poszukiwaczy przygód.

- Nie - głos chłopa był niepewny i ledwo słyszalny. - Opatrz ich Padre Pierr. Muszą być silni, aby obronić nas wszystkich. Nic się nie stanie, jeśli zabraknie jakiegoś rolnika. - Wieśniak spogląda na awanturników, a jego oczy błyszczą nadzieją i zaufaniem. Padre Pierr miał dość, wokół roiło się od chorych i rannych, a on sam był zmęczony do granic wytrzymałości i jedyną rzeczą, jakiej teraz potrzebował był Mag i Krasnolud, którzy przyszli zakłócać spokój pacjentom.

- Powiedziałem, że przyjdę do Was, kiedy będę miał czas! Idźcie stąd i dajcie mi pracować! Odejdźcie! Róbcie barykady czy co tam innego jest do zrobienia.

Wśród uchodźców Sigurd Peterson i Vulgrim Guślarz odnaleźli natomiast Niziołka Hugo Overhilla oraz Gnoma Kvinta Brannrudsona O’Skadeli Dverga, którym udało się uniknąć poważniejszych obrażeń. Następnie omówiwszy krótko sytuację postanowili, że Vulgrim Guślarz uda się do przeora Jeana-Louisa Dintransa, a pozostali pomogą w pracach przy umacnianiu klasztoru.

Sigurd Peterson pomógł dowodzonym przez Gimbrina i Bardaka Krasnoludom podczas prac nad murach, a wiedza i doświadczenie praktykowane przez dziesięciolecia w Gildii Inżynierów przyniosły obfite owoce. Krasnolud dostrzegł też na murach szykującego się do ucieczki Cecila de Cholmondeley i odkupił od tchórzliwego Albiończyka sztylet, którym ten zniszczył kilka godzin wcześniej Nieumarłego. 

Za pozostałe pieniądze wynajął Shalyir Moonhand, elfia najemniczka także szykowała się do opuszczenia murów La Mainsontaal.

- Ha! Wiele czasu minęło, odkąd proponowano mi śmierć za tak małą sumę. Mimo to sądzę, że jestem coś winna tym podłym stworom - więc jako resztę zapłaty wezmę zemstę. Poza tym, nie mogę chyba pozwolić, żeby jakieś pokurcze nazywały mnie tchórzem, co nie? Musiałabym ich wtedy pozabijać, a to byłoby męczące i mało zabawne.


Spotkanie z przeorem

Gdy Vulgrim Guślarz skończył swoją relację Jean-Luis Dintrans spojrzał na maga.

- Sądzę, że wiem co się dzieje - powiedział. - A jeżeli mam rację, to Nieumarli na pewno przyjdą teraz do klasztoru. Ich przywódca ma tu do załatwienia pewne porachunki. Ten Liczmistrz kiedyś nazywał się Kemmler, a jego 'kariera' rozpoczęła się prawie sto lat temu, gdy rozpoczał on studia na Uniwersytecie w Nuln. Z natury samotnik, coraz bardziej interesował się tajemnymi sztukami magicznymi, które w cywilizowanych miastach muszą być z konieczności praktykowane w odosobnieniu: nekromancją, magiczną transmutacją kształtu i właściwości żywych istot i wieloma innymi straszliwymi dziedzinami magii. Przez lata i dziesięciolecia moce Kemmlera rosły, a on sam pogrążał się w deprawacji. Trwało to do momentu, kiedy władze odkryły w jego domu tajne laboratorium. Kemmler z łatwością pokonał oddział milicji, który został wysłany, by go pojmać. Wielu milicjantów uciekło w przerażeniu, gdy ich martwi towarzysze powstali, by walczyć po stronie Nekromanty. On sam uciekł z miasta zanim wezwano Magistrów Magii. Zbiegł w dół rzeki Reik, mając pogoń łowców czarownic i Magistrów Magii nie więcej niż godzinę drogi za plecami. Ponieważ wiadomość o jego ucieczce rozniosła się wzdłuż Reiku przy pomocy wież semaforowych, łączących Nuln i Altdorf, Kemmler stwierdził, że pułapka powoli się zamyka. Zawrócił na zachód i umknął w Góry Szare, kierując się ku Przełęczy Helmgarckiej i Bretonni. Kemmler odnalazł w górych oddalony od cywilizacji klasztor La Mainsontaal, którego obecnie jestem przeorem. Nasi mnisi przyjęli go uprzejmie, więc sądził, iż w końcu znalazł chwilowo bezpieczne schronienie. Mylił się. Przeor Rene de Muscadet był także Mistrzem Magii Kolegium Bursztynu, a wiadomości o Kemmlerze zdążyły już do niego dotrzeć. Atak przeora zaskoczył Kemmlera. Ku przerażeniu Nekromanty, de Muscadet uderzył go Różdżką Eterycznego Rozgrzeszenia - rzadkim i potężnym przedmiotem magicznym, który na stałe pozbawia nekromantów wszystkich magicznych mocy. Oszalały z gniewu, okaleczony fizycznie i psychicznie, Kemmler zdołał uciec jedynie przy pomocy Pierścienia Lotu. Odleciał w góry, a de Muscadet myślał, że skończył z nim raz na zawsze. Chociaż Kemmler wciąż żył, jego moc została złamana, a on sam miał wkrótce stanąć przed obliczem sprawiedliwości. W góry wysłano grupy poszukiwawcze, ale nie odnalazły one Nekromanty ani martwego, ani żywego. Po kilku miesiącach poszukiwania zakończono, przyjęto, że Kemmler z pewnością zginął w górach, a jego ciało zostało zjedzone przez wilki lub inne zwierzęta. Poszukiwacze mylili się. Przez czterdzieści lat przypuszczano, że Kemmler nie żyje, lecz zaledwie dwa miesiące temu de Muscadet, bliski swej śmierci, miał wizję. Ujrzał w niej swego starego wroga - Kemmlera - i zrozumiał, że jest on na progu odzyskania swej dawnej, a może nawet jeszcze większej mocy. Zobaczył na tle górskiego krajobrazu kurhan i usłyszał nazwisko przywódcy legendarnych Błękitnokrwistych Banitów - Zwemmera. Kiedy się ocknął, wezwał mnie i powiedział mi o swojej wizji. Zmarł dwa dni później, a w chwili jego śmierci jeden z mnichów widział kruka - albinosa, odlatującego w stronę gór. To musi być on - mówi zamyślony. - Te wszystkie lata zmieniły go, ale to musi być Kemmler. A jeżeli tak, będzie chciał spalić klasztor do gołej ziemi i zabić każdego, kto jest w środku - zaryzykuje wszystko, by zemścić się na mym poprzedniku i zniszczyć to miejsce. - Przeor zamyśla się, a po chwili nieco bardziej ożywiony mówi. - Chciałbym z tobą omówić jeszcze jedno. O tej sprawie wiesz teraz tyle co każdy z nas, więc powinienem powiedzieć wszystko. Mój stary nauczyciel i poprzednik, po tym jak miał wizję Kemmlera, nie żył zbyt długo, ale powiedział mi coś jeszcze. Jak ci mówiłem, de Muscadet był biegły w sztukach magicznych, wiele lat spędził na nauce i eksperymentach. Powiedział, że wśród jego magicznych przedmiotów znajduje się pewna rzecz - która może uratować klasztor. Nie powiedział dokładnie o co mu chodzi - rzekł tylko, że zło zwalczy zło. Swą magiczną działalność utrzymywał w tajemnicy, ponieważ jeśli kogoś znęciłyby te tajemnice, mogłoby to sprowadzić jakieś niebezpieczeństwo na nas wszystkich. Wiem, że gdzieś w klasztorze jest pracownia de Muscadeta, ale wiedza o tym, gdzie dokładnie, zaginęła wraz z moim poprzednikiem. Kiedy byłem tu nowicjuszem, słyszało się pogłoski, że gdzieś w krypcie znajdowało się tajne, chronione magicznymi zabezpieczeniami i strażą wejście do pracowni mego mistrza. W imię Taala, klasztoru La Mainsontaal i samego życia, proszę Was o pójście do krypty, odnalezienie i przyniesienie tej potężnej broni, tak, by można było użyć jej do obrony naszego klasztoru. Widzę, że twoi towarzysze nie wierzą iż zdołamy utrzymać się na tyle długo, by zdążyła nadejść pomoc. Ta broń, cokolwiek to jest - może być naszą jedyną nadzieją. Zwłaszcza, jeśli to co słyszałem o poległych obu stron powstających do życia we Frugelhofen na nowo jest prawdą. W czasie kiedy wy będziecie szukać tej broni, reszta z nas będzie kończyła przygotowania do obrony. Krasnoludowie są w tym znakomici, są zorganizowani i świecą dla nas wszystkich przykładem. Z tego co wiem twój towarzysz Sigurd Peterson opłacił Elfią najemniczkę, która także będzie dla nas walczyć. Przygotowania są już mocno zaawansowane, prawie każdy dostał jeść, zdążył wypocząć i na opatrzone rany. Nikt nie wie, kiedy nadejdą Nieumarli. Proszę, pośpieszcie się.


Krypta

Przygotowania do wyruszenia nie zabrały awanturnikom zbyt wiele czasu. Gdy byli gotowi do drogi Jean-Luis Dintrans zaprowadził poszukiwaczy przygód do wejścia do krypty położonego w kamiennym budynku wybudowanym na ogrodzonym kawałku gruntu przy zachodniej ścianie klasztoru.

Idąc w kierunku krypty Sigurd Peterson oraz Vulgrim GuślarzHugo Overhill i Kvint Brannrudsona O’Skadeli Dverga obserwowali Krasnoludów, którzy pod przywództwem Gimbrina i Bardaka podnieśli wysokość muru niemal o jeden metr i wzmocnili bramę stosami kamieni. Kilka metrów od otaczającego klasztor muru położono na ziemię słomę i gałęzie gotowe do oblania olejem i podpalenia w razie, gdyby Ożywieńcom udało się przedostać przez pierwszą linię obrony

Do krypty prowadziły obite żelazem drzwi, które otworzył Przeor klasztoru La Maisontaal. Za drzwiami znajdowały się jedynie wyciosane w skale schody, prowadzące pod powierzchnię gruntu.

- Krypta jest tam w dole - odezwał się Przeor. - Oto klucze, niestety, w niczym więcej nie mogę wam pomóc. Proszę, pośpieszcie się.

Krasnolud i Gnom bez wahania ruszyli w ciemność. Sigurd Peterson co krok mruczał pod nosem krytyczne uwagi na temat jakości prac kamieniarskich wykonanych przez budowniczych, a Gnom przyglądał się fantazyjnie zdobionym uchwytom na pochodnie, które zostały umieszczone na ścianach mniej więcej co trzy metry.

Główne drzwi prowadzące do krypty były wykonane z ciężkiego drewna grabowego, obitego płytami brązu, na których jakiś bezimienny snycerz wyrył przed wiekami motywy jeleniej czaszki. Umieszczony w drzwiach zamek bez problemu ustąpił gdy Vulgrum Guślarz przekręcił jeden z otrzymanych od Jeana-Luisa Dintransa klucz...

Zgodnie z opowiedzianą przez Przeora historią, podziemia zostały zabezpieczone kilkoma pułapkami, a drzwi prowadzące do pracowni de Muscadeta ukryte. Jednak jak powiedział mędrzec nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. I tak Krasnolud oraz Gnom, wspomagani umiejętnościami magicznymi Piromanty oraz zręcznością Wędrownego kramarza rozbroili wszystkie niebezpieczne pułapki i odnaleźli wszystkie ukryte drzwi prowadzące do tajemnych pracowni w których de Muscadet ukrył potężne artefakty w postaci PierścieniaŻelaznego Człowieka oraz Arki Chaosu. Straceńcom udało się także przetransportować owe magiczne przedmioty i dziennik de Muscadeta do klasztornej krypty.


Śmierć ich nie weźmie

Gdy zmęczonym eksploracją podziemi poszukiwaczom przygód udało się wyjść na zewnątrz krypty zostali otoczeni przez grupę mnichów, którzy pośpiesznie zameldowali o pierwszych Ożywieńcach widzianych w pobliżu klasztoru. Nieumarli powoli, choć nieustępliwie ze wszystkich stron zbliżali się do murów. Każdemu wypowiadanemu przez ludzi słowu towarzyszyły obłoki pary, bowiem jak z dziwnym grymasem na twarzy stwierdził pochodzący z północy Vulgrim Guślarz temperatura powietrza od czasu zejścia do podziemi spadła niemal do zera. Niebo zachmurzyło się, a od gór zaczął wiać zimny wiatr, zaś z ziemi zaczęła unosić się gęsta mgła, której mleczny kłęby niemal całkowicie przesłoniły klasztor i mury obronne.

Poganiani przez mnichów awanturnicy ruszyli biegiem w kierunku niewidocznego klasztoru. Pośpieszną wędrówkę przerwał gwałtowny wrzask, a po nim jakieś grzechoty i szuranie, gdy z mgły wyłoniły się kroczące w stronę poszukiwaczy przygód sylwetki Nieumarłych.

Topory i miecze starły się w boju z pordzewiały orężem Ożywieńców. Sigurd Peterson oraz Vulgrim GuślarzHugo Overhilla i Kvint Brannrudsona O’Skadeli Dverg nie oddali pola. Weterani bitwy o gospodarstwo Wernicków, wiarusi bitwy pod Frugelhofen z ponurą determinacją natarli na Nieumarłych druzgocząc kości Szkieletów i rozbijając czaszki Zombie. Zaś przerażeni mnisi siłą musieli ciągnąć po dziedzińcu wijącego się niczym piskorz Gnoma, który z pianą na ustach miażdżył spiłowanymi zębami kości Szkieletów, na które zresztą rzucał się z zajadłością wygłodzonego psa bojowego...

Jean-Luis Ditrans szybko przeglądał dziennik de Muscadeta i w podnieceniu raz za razem wskazywał palcem na stronę, na której jego poprzednik zapisał wzmiankę o szczuroludziach. Następnie wskazał na czarną skrzynię.

- Arca Chaotis! De Muscadet raz o niej mówił - to rzadka i niebezpieczna rzecz. Tak naprawdę nigdy nie wierzyłem w jej istnienie - nie miałem pojęcia... De Muscadet pisze o szczuroludziach, idę o zakład, że ci, których spotkaliście zostali wysłani w celu odzyskania Arki Chaosu - dla nich to rzecz święta...
- Tak, jakbyśmy nie mieli dość kłopotów z Ożywieńcami... - burknął z niechęcią Sigurd Peterson.
- Mamy mało czasi, a wciąż wiele rzeczy do zrobienia - powiedział Przeor przerywając Krasnoludowi. - Według tych notatek, de Muscadet nigdy nie zdołał użyć mocy Upiorytu zamkniętego w tej skrzyni. a jest to jedyny sposób na zaktywowania Żelaznego Człowieka, poza tym Arka Chaosu ma jeszcze inne, być może przydatne dla nas moce. Ale nie mamy pojęcia, w jaki sposób trzeba ją uruchomić. - Jean Luis Dintrans przerwał na kilka chwil. - Ci Skaveni, o których mówiliście byli widziani mniej niż godzinę temu, zanim powstała ta przeklęta mgła. Wyglądało na to, że nic nie wiedzieli o Ożywieńcach - wycofali się na zachód, kiedy tylko zauważyli Nieumarłych. Nie wiem, czy czas ich pojawienia się sprawką Bogów Chaosu, czy oddziaływaniem Taala na zwierzęcą część ich umysłu. Są jednak naszą jedyną szansą. Musieli tu przyjść, by odzyskać skrzynię - miejmy nadzieję, że których z nich wie jak się jej używa. Jeśli jest jakiś grzech lub hańba - Przeor spojrzał w oczy Sigurda Petersona - w układaniu się z pomiotem Chaosu, i przez to uratować klasztor, to biorę go w całości na siebie. Chcą skrzyni, która jest w naszym posiadaniu, natomiast my potrzebujemy jej mocy. Mam nadzieję, że wiedzą jak jej używać. Odnajdźcie i sprowadźcie ich do nas.


Oto najczarniejsza godzina...

I oto po po zachodzie Sol, 30 Sommerzeita AS2502 w klasztorze La Mainsontaal w Górach Szarych dla zgromadzonych tam Ludzi i przedstawicieli Starszych Ras nastąpiła najczarniejsza godzina. Porządek świata został naruszony, a Śmierć przybrawszy postać Liczmistrza zaczęła zbierać krwawe żniwo. Zgromadzone wokół klasztoru niepoliczone zastępy Nieumarłych w grobowej ciszy ruszyły do ataku. Wezbrane morze potężną falą Szkieletów i Zombie uderzyło w mury i choć pierwsze szeregi Nieumarłych zostały zmiażdżone naporem kroczących z tyłu Ożywieńców, to już po chwili na poległych zaczęli wspinać się kolejni. I tak szereg za szeregiem Nieumarli wspinali się coraz bliżej wzmocnionego przez Krasnoludów krenelaża. W blanki murów raz za razem uderzały płonące czaszki, które miotały ustawione na wzgórzu katapulty, a z czarnego jak wnętrze grobu nieba spadały na obrońców toczone rozkładem Gnilce, potężne ptaki przywołane do nieżycia magią Liczmistrza.

Awanturnicy, którym towarzyszyła Shalyir Moonhand byli zbyt zmęczeni by się bać, zbyt zdeterminowani by rozważać konsekwencje ewentualnego sojuszu ze Szczuroludźmi. W ciszy, kryjąc się przed niewidzących wzrokiem Nieumarłych przedarli się do krypty grobowca i zeszli głębiej do kanałów w pobliżu których odnaleźli pracownię de Mucadeta, a później wąską śmierdzącą rurą na zewnątrz wprost w objęcia Ciemności.

W mrokach i cieniach spowijających okolicę klasztora niemal nie widzieli wąskiej ścieżki, większość drogi pokonali po omacku i pewnie nie dotarli by do celu gdyby nie wzrok Krasnoludów, które jako jedyne były w stanie dostrzec cokolwiek w otaczającej ich atramentowej czerni... A może by tak ruszyć na zachód, ku Imperium. Tam też byli ścigani ale przed wzrokiem ludzki łatwiej się ukryć niż przed ślepowidzącymi Nieumarłymi, może jeszcze jest na to czas, klasztor i tak nie...

- Nieruszaćsię. Łukidół, nieruszaćsię. Mówićmówić. - Rasskabak, Szary Prorok czekał na śmiałków, a towarzyszące mu Skaveny niczym cienie otoczyły awanturników, w ciemnościach świeciły jedynie ślepia i błyszczały siekacze Szczuroludzi. - Czegochcieć? Pocoufać człowiekmowa? Zabićkości, wziąćpudło, iśćdom? Trzechiść. Resztastać. Elfstaćjedentu. Wyoszukać elfmartwy...


Ostateczna bitwa

Zdenerwowany przeor niemal krzyknął, gdy z kanały ściekowego wynurzyli się brudni i cuchnący awanturnicy, zadrżał ze strachu gdy zaraz za nimi na posadzkę z nieludzką zręcznością wyskoczyli Skaveni, węszący w powietrzy i podejrzliwie przyglądający się otoczeniu swymi oczami, w których kryła się bluźniercza inteligencja i spryt.

- Er... witamy - Jean-Luis Ditrans przemówił po nerwowym odchrząknięciu. - Witamy w imię przyjaźni i...
- Niemówić, człowiecze. Gdziepudło? - Rasskabak przerwał zirytowany, a małe, jasne oczka Skavena rozjaśniały gdy dostrzegł czarny kufer spoczywający na stole. Podbiegły do Arki Chaotis i przez kilka chwil pocierał rękoma obicia i ozdoby, jednocześnie mrucząc coś do siebie w nieludzkich języku Szczuroludzi.

Po chwili Szary Prorok piskliwym głosem wydał rozkaz swym towarzyszom, a dwaj Skaveni podnieśli skrzynię i ruszyli ku drzwiom prowadzącym na dziedziniec klasztoru, a następnie na zdruzgotane mury, gdzie resztki obrońców desperacko odpierały atak otaczających ich Ożywieńców. Tchnięty przeczuciem Vulgrim Guślarz sięgnął po Pierścień i przywołał Żelaznego Człowieka, odlany z gromrilu golem ruszył za swoim panem.

Niosący skrzynię Skaveni położyli Arkę Chaotis na ziemi, a Rasskabak zdjął zawieszony na szyi wisior, który włożył w zagłębienie w rzeźbionych obiciach. Po chwili wieko skrzyni podniosło się, a zgromadzone na dziedzińcu i na murach istoty zostały oślepione bardzo jasnym, zielonym światłem wydobywającym się z otwartego kufra. Nawet Ożywieńcy zamarli na kilka chwil, na kilka uderzeń serca wzburzone morze Szkieletów i Zombie uspokoiło się, nad polem bitwy zapanowała cisza...

Ciszę z ogłuszającym hukiem przerwała seria potężnych wyładowań, trzynaście czarnozielonych gromów wystrzeliło z otwartej Arki Chaotis, a gdy spaczbłyskawice sięgnęły chmur zawróciły i z niepowstrzymaną siłą uderzyły w otaczające klasztor morze Nieumarłych obracając w popiół całe regimenty Szkieletów i Zombie oraz druzgocząc potężne zaklęcia ochronne, które otaczały Liczmistrza... 

Vulgrim Guślarz z fascynacją obserwował Żelaznego Człowieka po powierzchni którego błądziły małe, zielony płomyki. Trafiony spacziskrą golem zatrzymał się, zamarł na chwilę, a później z płonącymi oczami obrócił się w stronę Maga.
- JESTEM BY SŁUŻYĆ. ROZKAŻ CO MAM CZYNIĆ - mosiężny głos Żelaznego Człowieka rozległ się wprost w umyśle Vulgrima Guślarza.
- Mówwalczy! Mówwalczy! - przeraźliwie zaskrzeczał Rasskabak, który zamknął wieko Arki Chaotis i wraz z towarzyszącymi mu Skavenami zaczął się wycofywać w stronę kanałów. - Umowadokonana! Myiśćwracać! Umowadokonana!

Zdziesiątkowana armia Nieumarłych zatrzymała się na chwilę, na kilka uderzeń serca, było to jednak wystarczająco długo by obrońcy La Mainsontaal zdążyli się przegrupować, by wyrwa z murach została obsadzono ostatnimi zdolnymi do walki wojownikami, a Hugo Overhill, Kvint Brannrudson O’Skadeli Dverg oraz Sigurd Peterson i Vulgrim Guślarz ruszyli pośród oparów kwaśnego, zielonkawego dymu wprost na zbliżającego się Liczmistrza.

Nim awanturnicy zaatakowali Liczmistrza, potężny Nekromanta uniósł swą różdżkę i wykrzyczał wersy przerażającego zaklęcia rzucając na nacierających przeciwników klątwę starości. Powietrze wypełnił szelest chitynowych pancerzy i świst skrzydeł nocnych owadów, a zawarta w prastarym zaklęciu moc przeniknęła i zdegenerowała ciała awanturników, w kilka chwil postarzając śmiertelników o dziesiątki lat, i może gdyby atakującymi byli wyłącznie ludzie walka zakończyła by się w tym momencie i Nekromanta odniósłby sukces. Jednak Krasnolud, Gnom i Niziołek choć widocznie starsi o całe dziesięciolecia walczyli dalej, nawet Vulgrim Guślarz, który z młodzieńca w kilka uderzeń serca zmienił się w siwobrodego starca nie oddał pola. Liczmistrz zaatakowany przez śmiałków odparł szarżę parując ciosy ostrzem swego plugawego miecza, jednak tak jak głodne wilki zdolne są powalić potężnego Żubra, tak pozbawieni nadziei poszukiwacze przygód raz za razem kąsali Nekromantę. I stało się tak, że Sigurd Peterson dobył magiczne ostrze kupione od tchórza Cecila de Cholmondeley i zatopił zaklęty sztylet w sercu Liczmistrza...

Dookoła trwała walka. Obrońcy, do tej pory rozpaczliwie broniący klasztoru opuścili mury i zaszarżowali na przetrzebione oddziały Nieumarłych, które niczym zboże pod ostrzem kosy padały pod potężnymi uderzeniami Żelaznego Człowieka.

...i stało się tak, że z ust Kemmlera wyrwał się przeraźliwy jęk, a śmiertelnikom wydało się, że zagotowały się niebiosa. Ożywieńcy zastygli w bezruchu i rozsypali się w pył. Liczmistrz poległ, zaś na ziemię spłynęły jedynie jego szaty. Rozległ się chichot demonów, a w powietrze wystrzeliło coś czarnego i nie do końca materialnego, co zniknęło za odległym szczytem Frugelhornu. W tym samym czasie różdżka i miecz Kemmlera zmieniły się w chmury czarnego dymu, który rozwiał podmuch wiatru.

Dokonało się, oto nasta kres grozy.



Będzie mi miło jeśli pozostawicie po sobie komentarz i udostępnicie ten post. Jeśli chcecie postawić mi kawę przycisk DONATE znajduje się poniżej.
I will be happy if you leave comments and share this post with friends. If you want to put me a coffee DONATE button is below.

 

Możecie także zostać Patronami DansE MacabrE i wesprzeć projekt za pośrednictwem strony patronite.pl.

A więcej o moim udziale na patronite.pl znajdziecie TUTAJ.
You can also become Patrons of DansE MacabrE and support the project through the patronite.pl website.

And more about my participation at patronite.pl can be found HERE.


Zachęcam także do POLUBIENIA gry Warheim FS na FB,
dołączenia do BLOGOSFERY oraz komentowania wpisów!
Zapraszam także na forum AZYLIUM, które skupia graczy
Mordheim i Warheim FS.

poniedziałek, 11 lutego 2019

Warhammer FRP, kampania 'Wewnętrzny Wróg', relacja z dziesiątej sesji - 'Rzeź we Frugelhofen'. Sommerzeit AS2502, Góry Szare.

Poniżej szanowne państwo-draństwo znajdzie relację z dziesiątej sesji rozegranej w ramach kampanii Wewnętrzny Wróg do 1 edycji WFRP, w czasie której Liczmistrz objawi się awanturnikom we własnej, przerażającej osobie.


***
Relacje z kampanii Wewnętrzny Wróg:

***
I w wyznaczonym czasie powstaniemy z naszych miejsc ukrycia
i zdobędziemy osady Imperium. Nasi bracia wyjdą z lasów, by zabijać i palić.
Chaos ogarnie ziemię,
a my, wybrani słudzy, zostaniemy wyniesieni w JEGO oczach.
Niech będzie pozdrowiony Tzeentch, Ten Który Zmienia Drogi.


Powłóczyli nogami, zgarbieni, z opuszczonymi głowami bezmyślnie wpatrywali się w stopy ślizgające się na mokrej od deszczu górskiej skale. Krople wody ściekały po zmęczonych, głodnych twarzach mieszając ze sobą pokrywający skórę popiół i niedawno skrzepłą krew.

Odziani w nadpalone, podziurawione zardzewiały ostrzami łachmany bardziej przypominali Zombie niż roześmianych, rubasznych, podchmielonych wędrowców, którzy kilka dni temu przybyli do Frugelhofen w przeddzień Kamiennego Dnia.

Przerażony Hugo Overhill podtrzymywał ranną Marie-Louisę Butterfoot, balansujące na krawędzi obłędu Niziołki nie nadawały się do dalszej walki. Z kolei wśród ciężko rannych znalazł się także Gnom, odkąd szkielet olbrzyma zwalił się na Kvinta Brannrudsona O’Skadeli Dverga ten z trudem łapał oddech, a stłuczone żebra bolały niemiłosiernie przy każdym ruchu.

Na szczęście Gorimm Guttrisson, który przybył wraz z Krasnoludami Gimbrina i Bardaka do Frugelhofen kilka kwadransów wcześniej wydobrzał na tyle, że mógł o własnych siłach stać na nogach i nie rzygał przed siebie przy każdym kroku, a tych kroków przyjdzie awanturnikom postawić wiele.

Śmierć z ciemności


Poszukiwacze przygód wraz z ocalałymi Wernickami przybyli do Frugelhofen kilka kwadransów przed wschodem słońca, a widok który zastali wcale nie podniósł ich na duchu.

Na rynku otoczonym pierścieniem zatkniętych w ziemię płonących pochodni tłoczyli się w strachu i niezdecydowaniu mieszkańcy osady. Ktoś z przestraszonego i zasmuconego tłumu podaje awanturnikom miskę ciepłej zupy i koce. W końcu można usiąść, wyprostować obolałe nogi i zjeść ciepłą zu...

Nagle na wzgórzu wznoszącym się tuż za młynem widać oślepiający błysk, a nim ktokolwiek ze zgromadzonych we Frugelhofen zdążył zareagować nieboskłon rozdarł przerażający zbliżający się szybko upiorny wrzask, a w zgromadzonych na środku rynku ludzi w kuli eterycznego ognia uderzyła ludzka czaszka zmieniając Veronique Cascoigne z Gisoreux, ukochaną żonę Alaina Gascoigne w krwawą miazgę.

Gdy wśród ludzi wybuchła niekontrolowana panika Krasnoludowie stanęli w szeregu wznosząc swe tarcze ku górze, a Gimbrin i Bardak głosami nie znoszącymi sprzeciwu zaczęli wydawać polecenia. Siła i pewność brzmiąca w dudniących głosach długobrodych Krasnoludów podziała także na Sigurda i Gorimma, którzy nie bacząc na spadające z nieba upiorne pociski zaczęli pomagać w ewakuacji.

Kilka chwil później, gdy większość mieszkańców Frugelhofen znalazła jako takie schronienia, Sigurd Petersen oraz Gorimm Guttrisson i Vulgrim Guślarz ruszyli w stronę wzgórza, na którym jak zdążył już dostrzec Mag znajdowała się bluźniercza ożywieńcza katapulta miotająca w stronę osady przerażające pociski.

Nie zważając na zmęczenie awanturnicy ruszyli pędem w stronę wzgórza, nim jednak dotarli do szczytu pierwsze promienie wschodzącego Słońca dotknęły ożywiony konstrukt i zmieniły katapultę w gruzowisko kości, ścięgien i kręgosłupów...


Rada rozpaczy


Gdy adrenalina opadła zmęczenie ze zdwojoną siłą uderzyło w awanturników, którzy jak przez mgłę słyszeli głosy dobiegające od strony debatujących Ludzi, Krasnoludów i Elfki.

- Nie ma wątpliwości, jest ich więcej. Myślę, że powinniśmy przyjąć, że przyjdą jeszcze raz,
- Zgadzam się Alainie. Musimy być przygotowani, nawet jeśli nie wrócą.
- Wrócą, a jeśli nie, to na Przodków, ja pójdę do nich!
- Jestem pewna Krasnoludzie, że tak ich to przestraszy, że wrócą do swych grobów.
- Wydaje mi się, że Nieumarli systematycznie schodzą w dół doliny, zabijając każdą napotkaną istotę. Najpierw kopalnia, później dwie farmy - następne jest Frugelhofen, to logiczne.

Drżąca dłoń z trudem kieruje drewnianą łyżkę z zupą do spierzchniętych ust, chłodny rosół ma posmak krwi i popiołu.

- Pytanie brzmi, co mamy zrobić? Z wielu powodów najlepsze, co moglibyśmy uczynić, to opuszczenie wsi, dopóki jeszcze mammy na to jakąś szansę i zaniesienie wiadomości do Parravon. Diuk zaradzi złu lepiej niż my.
- Hectorze, ty znasz tutejszych ludzi. Czy sądzisz, że zdołamy przekonać każdego, by po prostu opuścił swój dom i odszedł? A nawet jeśli ewakuujemy wieś, to kto powiedział, że nie zaatakują po drodze? Uchodźcy są łatwym celem - widziałem co się w takich sytuacjach dzieje i to nie jest przyjemny widok.
- Poza tym musimy myśleć o starcach i rannych.
- My Khazadzi przyszliśmy do Frugelhofen mówić o walce, nie o ucieczce.
- Farma jest wszystkim co posiadamy, a wieś jest wszystkim co macie wy. Mówię - zostańmy i walczmy. Jeżeli już mam zginąć, to wolę dostać cios w pierś niż w plecy. Co o tym myślisz Elfko?
- Tamten Niebieskooki ma rację. Zanim zdołamy uporządkować waszych ludzi i wyruszyć w drogę, połowa z nich umrze ze starości. Lepiej skoncentrować wysiłki na czymś bardziej pozytywnym.
 - Poza tym nie wiemy ilu ich jest. Jak dotąd widzieliśmy jedynie niewielkie oddziały atakujące niewielkie grupki ludzi. Jeżeli wszystko obliczymy, to okaże się, że ponieśli już spore straty...
- Do czego zmierzasz, starcze?
- Do dwóch rzeczy kobieto Elfów! Po pierwsze, nie wiemy jak wielu pozostało, po drugie, ewentualny atak na Frugelhofen to jak dotąd największy rajd. Przewaga liczebna będzie raczej po naszej stronie.
- A więc wszyscy się zgadzamy - zostajemy i walczymy?

Drewniana łyżka wypada ze zdrętwiałej dłoni, krople zimnego rosołu i nitki makaronu upadają na ziemię. Spać. Tak bardzo chce mi się spać.

- Alain, ty masz doświadczenie wojskowe. Co proponujesz?
- Po pierwsze Hectorze, musimy zrobić coś z rannymi, trzeba postawić na nogi tak wielu ludzi, jak to tylko możliwe.
- Dziadek robi w wiosce, co tylko może. Wygląda młodziej o dwadzieścia lat - praca dobrze mu robi, już nie siedzi i nie zrzędzi.
- Po drugie, musimy jakoś zorganizować nasze siły. Myślę, że aż do chwili, kiedy pokażą się Nieumarli potrzebne są nam stałe, dwugodzinne warty. W ten sposób ludzie będę mogli trochę odpocząć, a jednocześnie nikt nie będzie na warcie na tyle długo, by stracić czujność.

Cisza przed burzą


Trzy godziny później, gdy awanturnicy byli pogrążeni w przypominającym śmierć, pełnym majaków i koszmarów śnie, daleko na wschodzie z czystego nieba uderzyła czarna błyskawica, która trafiła u stóp Frugelhornu, w położone u podnóża kurhany i pole bitwy na którym banici i żołnierze Diuka de Parravon czterysta lat temu stoczyli śmiertelną bitwę. Kilka uderzeń serca później kolejne gromy z rozdzierającym uszy hukiem przetoczyły się przez niebo, uderzając w pobliżu Kopalni Grimbrina, gospodarstwa Kassenbricków i farmy Wernicków. W ciągu kilku uderzeń serca niebo na wschodzie zasnuło się sinoszarymi chmurami, a zimny wiatr niósł ze sobą niski, ledwie słyszalny szept.

Gwałtowne przebudzenie wyrwało awanturników z sennego piekła w którym pogrążali się z każdym oddechem. Kuszony niskim ledwie słyszalnym szeptem Vulgrim Guślarz namówił Sigurda Petersona oraz Gorrima Guttrisona by wraz z nim sprawdzili, co dzieje się u stóp Frugelhornu.

Poszukiwacze przygód poinformowali o swych planach pozostałych mieszkańców Frugelhofen i wyruszyli na wschód.

Chcąc oszczędzić swym towarzyszom wielogodzinnego marszu Vulgrim Guślarz w pewnym oddaleniu od osady zatrzymał się, wymówił tajemne inkantacje, a następnie wyciągnął przed siebie lewą dłoń, ciało zapłonęło wewnętrznym ogniem, a krew i płomieni otoczyły paznokcie. Uczeń czarodzieja nakreślił dłonią łuk, a w strukturze rzeczywistości pojawiła się szczelina, rana prowadząca wprost do Immaterium. Vulgrim Guślarz nakazał towarzyszom by złapali się za ręce, zamknęli oczy i wraz z nim weszli w szczelinę, która zamknęła się za nimi z obrzydliwym mlaśnięciem. Chwilę później, w pobliżu Frugelhornu zasłona rzeczywistości rozdarła się z trzaskiem, a z ociekającej ektoplazmą rany wyłoniła się trójka wędrowców.

Widok, który zobaczyli zmroził im krew w żyłach. Jak okiem sięgnąć, a po wznoszący się na wschodzie szczyt Frugelhornu z ziemi powstawali Nieumarli. Wśród Ożywieńców można było znaleźć zarówno odzianych w skorodowane zbroje bretonnskich Rycerzy i towarzyszących im zbrojnych, jak i odzianych w zgniłe skórzane pancerze banitów i oprychów.

Nad tym wszystkim górowała potężna sylwetka LICZMISTRZA, NIEUMARŁEGO MISTRZA NEKROMANCJI i WŁADCY DHAR, TEGO KTÓRY JEST ŚMIERCIĄ!!!

Potężna sylwetka Nekromanty zdawała się sięgać szczytu Frugelhornu, a potęga jaką Liczmistrz emanował zdawała się przyćmiewać nawet niebosiężną górę.

Awanturnicy skryci przed niewidzącymi oczami Nieumarłych z przerażaniem obserwowali rozgrywające się u podnóża góry sceny. 

Oto Liczmistrz wznosi swą różdżkę coraz wyżej i wyżej, szaleńczo wyśpiewując bluźniercze wersy zaklęcia ożywienia. Oto kilku szkieletów ciągnie wyrywających się dwóch Krasnoludów - starego Grumblina i Thalgrima, obaj są skrępowani sznurami i desperacko się szarpią. Jeden ze szkieletów zakrzywionych ostrzem podrzyna Krasnoludom gardła. Z różdżki Nekromanty wydobywa się czarna błyskawica, która z mocą uderza w ziemię, a zmarli powstają! Oto powstają bretonnscy Rycerze, oto z ziemi wychodzą trupy banitów, oto podnoszą się z ziemi Zombie Grublina i Thalgrima. 

Oto armia nieumarłych rusza w stronę Frugelhofen!


Rzeź we Frugelhofen

Strach dodał im skrzydeł, przerażenie wpompowało adrenalinę w żyły, a obłęd wypełnił oczy.

Gdy Vulgrim Guślarz oraz Sigurd Peterson oraz Gorrim Guttrison powrócili do Frugelhofen mieszkańcom zdawało się, że są gotowi do obrony. Zdawało im się, że nędzny mur wzniesiony przez górników pod przywództwem Gimbrina i Bardaka zdoła zatrzymać legiony Nieumarłych, że stosy kamieni będą w stanie roztrzaskać czaszki szkieletów, a ogień spali Zombie.

Z pianą na ustach straceńcy nawoływali do ucieczki. - Ratujcie życie! - wołali. - Jest ich zbyt wielu! - krzyczeli. Ale nikt ich nie słuchał, nikt nie mógł ich usłyszeć. Zamknięte w stodole kobiety i dzieci modliły się do Shallyi o miłosierdzie, stojący na murach obrońcy ze zgrozą wpatrywali się w nadciągającą ze wschodu falę śmierci, a huk krwi tętniącej w żyłach i szum zimnego wiatru wypełniał im uszy.

Nieumarli uderzyli nie bacząc na straty, jakie w pierwszych szeregach uczyniły bełty miotane z kusz Krasnoludów, bez obawy parły do przodu gdy odziana w Ithilmarowy pancerz Elfka raz za razem posyłała w sięgające nieboskłonu morze Ożywieńców strzały z pięknie zdobionego łuku, śpiewając przy tym pieśń śmierci swego ludu.

Pierwsza fala pochłonęła rannych, starych, schorowanych i najmniej doświadczonych.

Druga fala zepchnęła obrońców z prowizorycznych murów.

Trzecia przełamała szeregi obrońców.

I na nic zdały się szaleńcze szarże Sigurda Petersona i Gorrima Guttrisona, którzy z oczami wypełnionymi obłędem i pianą na ustach, pozbawieni nadziei bronili wypełnionej kobietami i dziećmi stodoły, w której wraz z bezbronnymi schronił się tchórz Cecil de Vere Chomondely podający się za arystokratę z Albionu.

Na próżno krew przelana w obronie wycofujących się w zbrojnych odwrocie Griblima i Bardaka.

Na nic rany odniesione przez Gorrima Guttrisona w bezsensownym zdałoby się ataku, który pozwolił wycofać się walczącej na pierwszej linii Elfce.

Frugelhofen padło, bo musiało upaść. Bo nic na tym świecie nie może oprzeć się śmierci. Nic na tym świecie nie oprze się potędze LICZMISTRZA, NIEUMARŁEGO MISTRZA NEKROMANCJI i WŁADCY DHAR, TEGO KTÓRY JEST ŚMIERCIĄ!!!

Wszystko musi umrzeć!


Odwrót!

I gdy zdawało się, że wszystko już stracone, że nie ma nadziei, gdy wrota prowadzące do stodoły zostały strzaskane, Sigurd Peterson dostrzegł znajdujące się wewnątrz eskargoty, niewielkie płaskodenne łódki, których mieszkańcy Frugelhofen używali do żeglugi rzeką Vaswasser.

- Do łodzi! Bierzcie łodzie i do rzeki! - Krzyknął Krasnolud. - Najpierw kobiety i dzieci! Do łodzi!

Ostatkiem sił obrońcy Frugelhofen stanęli do ostatniej walki. Stanęli naprzeciw swych sąsiadów, z którymi jeszcze kilka pacierzy temu walczyli ramię w ramię, a którzy teraz ożywieni plugawą magią Nekromanty dołączyli do Nieumarłych.

I walczyli.

Pomimo ognia palącego mięśnie, pomimo słonego potu zalewającego oczy, pomimo bólu szarpiącego duszę. Pomimo ostrzy tnących ciało.

Walczyli dopóki kobiety i dzieci, których bronili nie odbiły od brzegu i popłynęły z nurtem Vaswasser.

Walczyli dopóki starczyło im sił. I walczyli gdy sił już nie było. Gdy było tylko tępe, bezmyślne rąbanie. I walczyliby dalej, gdyby Elfka krzykiem i siłą nie zmusiła ich do wycofania się, do wejścia do łodzi i odbicia od brzegu płonącego Frugelhofen, które zostało starte z powierzchni ziemi przez niepowstrzymane siły LICZMISTRZA, NIEUMARŁEGO MISTRZA NEKROMANCJI i WŁADCY DHAR, TEGO KTÓRY JEST ŚMIERCIĄ!!! 

Sigurd Peterson i Gorimm Gutrisson nie starali się nawet kierować szybko płynącą łodzią, która pędziła wraz z nurtem Vasswasser w kierunku klasztoru La Mainsontaal. Krasnoludowie z trudem trzymali się lichych burt, a woda raz za razem zalewała im oczy.

Stary Krasnolud dostrzegł jak łódź z 
Cecilem de Vere Chomondely zawirowała i zatrzymała się na brzegu rzeki, a odziany w skorodowany pancerz szkielet rzucił się na drżącego ze strachu Albiończyka. Cecil desperackim gestem zasłonił się przed atakiem Nieumarłego trzymanym w ręku sztyletem, a gdy tylko ostrze dotknęło ożywionych kości, to Nieumarły rozsypał się w pył, siła z jaką szkielet uderzył w łódź zepchnęła eskargot z powrotem do wody, a nieświadomy tego co się wydarzyło Albiończyk schował sztylet do przytroczonej do pasa pochwy.

Kilkanaście uderzeń serca później, to łódka Krasnoludów z przerażającym trzaskiem uderzyła w kamienne dno i zatrzymała się u stóp niewielkiego lasu. Sigurd Peterson podniósł głowę i zamarł, gdy przed sobą dostrzegł groty dwóch bełtów, a następnie odzianych w łachmany Szczuroludzi, którzy z gniewnym błyskiem w oku mierzyli do niego z topornie wykonanych kusz. Krasnolud przełknął ślinę ale bełty pozostały w leżach, przed Skaveńskich wojowników wyszedł inny Szczuroczłek, ten o jasnym futrze, którego spotkali w świątyni Taala na początku drogi do klasztoru La Mainsontaal. Skaven wyszczerzył żółte siekacze w parodii uśmiechu, po czym zrobił krok do przodu i końcem sękatej laski odepchnął łódź Krasnoludów od kamienistego brzegu


Będzie mi miło jeśli pozostawicie po sobie komentarz i udostępnicie ten post. Jeśli chcecie postawić mi kawę przycisk DONATE znajduje się poniżej.
I will be happy if you leave comments and share this post with friends. If you want to put me a coffee DONATE button is below.

 

Możecie także zostać Patronami DansE MacabrE i wesprzeć projekt za pośrednictwem strony patronite.pl.

A więcej o moim udziale na patronite.pl znajdziecie TUTAJ.
You can also become Patrons of DansE MacabrE and support the project through the patronite.pl website.

And more about my participation at patronite.pl can be found HERE.


Zachęcam także do POLUBIENIA gry Warheim FS na FB,
dołączenia do BLOGOSFERY oraz komentowania wpisów!
Zapraszam także na forum AZYLIUM, które skupia graczy
Mordheim i Warheim FS.

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Warhammer FRP, kampania 'Wewnętrzny Wróg', relacja z dziewiątej sesji - 'Gospodarstwo Wernicków'. Sommerzeit AS2502, Góry Szare.

Poniżej szanowne państwo-draństwo znajdzie relację z dziewiątej sesji rozegranej w ramach kampanii Wewnętrzny Wróg do 1 edycji WFRP. Awanturnicy zdążyli już stanąć ze śmiercią twarzą w twarz, niebawem przekonają się także, że Otchłań potrafi odwzajemnić spojrzenie.


***
Relacje z kampanii Wewnętrzny Wróg:

***
I w wyznaczonym czasie powstaniemy z naszych miejsc ukrycia
i zdobędziemy osady Imperium. Nasi bracia wyjdą z lasów, by zabijać i palić.
Chaos ogarnie ziemię,
a my, wybrani słudzy, zostaniemy wyniesieni w JEGO oczach.
Niech będzie pozdrowiony Tzeentch, Ten Który Zmienia Drogi.


Gdy na skrwawione pole opadł bitewny kurz Krasnoludowie opatrzyli rannych i spalili ciała poległych. Wśród rannych znalazł się Gorimm Gutrisson, który raniony w głowę przez jednego z ożywieńców padł na ziemię bez ducha.

Krótko po tym, gdy karawana górników oraz poszukiwaczy przygód, którzy przeżyli bitwę na polach przed kopalnią Grimbrina, ruszyła w stronę Frugelhofen na zachodzie w niebo uderzyły słupy dymu. To jak trafnie ocenił Bardak płonęło gospodarstwo Kassenbricków, co oznaczało, że jest jeszcze czas ostrzec mieszkających na położonej dalej na północ farmie Wernicków.

Gimbrin i Bardak obiecali zająć się rannym Gorimmem i doprowadzić młodego Krasnoluda do Frugelhofen, z kolei Kvint Brannrudson O’Skadeli Dverg oraz Sigurd Peterson i Vulgrim Guślarz wyruszyli w stronę gospodarstwa Wernicków.


Gospodarstwo Wernicków

Po wyczerpującym marszu awanturnicy dotarli do zamieszkałej przez Wernicków farmy, a tym którego nie spodziewali się tam zastać był ich towarzysz, Hugo Overhill, który zagubił się na trakcie w czasie pierwszej podróży do Frugelhofen.

Jak się okazało Niziołek całkiem dobrze zadomowił się wśród Wernicków i obok Dziadka Gunthera i Babki Mathildy, był jednym z większych oponentów wobec planu natychmiastowej ewakuacji.

Powodem jawnego sprzeciwu, a wręcz niemal otwartej wrogości wobec dotychczasowych towarzyszy było być może owe zagubienie się na trakcie, a z całą pewnością była ta osoba Marie-Louisy Butterfoot, która przyjęła Wędrownego kramarza pod dach gospodarstwa, a przez żołądek trafiła już do jego serca.

W czasie gdy poszukiwacze przygód usiłowali bezskutecznie przekonać nestorów rodu Wernicków do ucieczki...

- Iść do Frugelhofen? Nie chcę iść do Frugelhofen, tu mi dobrze.
- Wczoraj, w Kamienny Dzień, byliśmy we Frugelhofen. Po co mamy tam iść jeszcze raz, ba? Wczoraj droga w tę i z powrotem, a dzisiaj znowu mamy tam iść?
- Nie idę do Frugelhofen. Brzydkie miejsce, pełne ludzi. Nie takie jak kiedyś... Kiedyś tamtejsi ludzie byli dobrzy.
- Martwi? Kto słyszał o takich rzeczach? Za moich czasów martwi mieli miły zwyczaj leżenia w grobach. Od pięćdziesięciu lat, od kiedy tu mieszkam, w tej dolinie nie było żadnych chodzących trupów i nie sądzę, żeby pojawili się teraz. Musicie się mylić.

...stojący na straży dostrzeli dziesiątki Nieumarłych, który w grobowej ciszy wyłaniali się z mroku i krok po kroku zbliżali się do farmy, otaczając zabudowania z czterech stron świata.


Atak

Głodni, zmęczeni, ranni. Inżynier, Uczeń czarodzieja, Wędrowny Kramarz, Czeladnik.

Po raz kolejny tego dnia stanęli do nierównej walki z przeważającymi siłami Nieumarłych. Walka znów była długa, mięśnie znów płonęły ogniem, spocone dłonie nie były w stanie utrzymać ciężkiego oręża, a słony pot zalewał oczy, które z trudem skupiały się na karykaturalnych sylwetkach ożywionych przeciwników.

Po kilku kwadransach, które adrenalina rozciągnęła w wieczność, gdy zdawało się już, że jakimś cudem ocaleją nowa fala Nieumarłych wojowników zaatakowała farmę. Wśród przeciwników powoli niczym schodzący z gór lodowiec kroczył ożywiony szkielet Olbrzyma, który ogromnymi, szponiastymi łapał sięgał w stronę żywych, by porwać ich do góry i cisnąć z mocą na ziemię.

Olbrzym zdawał się być niepowstrzymany, a zniszczenia jakie czynił przerażające. Gdy towarzyszący mu Nieumarli zostali pokonani, gigantyczny szkielet wciąż parł naprzód odcinając żywym drogę ucieczki.

Dopiero wspólny wysiłek awanturników, śmiertelne ryzyko jakiego podjęli się Hugo Overhill oraz Vulgrim Guślarz, którzy nadzwyczajnym wysiłkiem spętali stalowym łańcuchem nogi Giganta, a także odważna szarża Kvinta Brannrudson O’Skadeli Dverga oraz Sigurda Petersona pozwoliła zniszczyć nieumarły konstrukt i ocalić żywych.

Co więcej Sigurdowi Petersenowi udało się wyrwać spomiędzy żeber ożywionego Giganta starożytny topór krasnoludów, który wieki temu przyczynił się do pierwszej śmierci stwora.

Po bitwie

Gdy szkielet ożywionego olbrzyma obrócił się w proch nie było dyskusji. Ocalali Wernickowie spali ciała poległych i bez słowa ruszyli w stronę Frugelhofen zabierając ze sobą tylko tyle, ile każdy z nich zdołał unieść.


Będzie mi miło jeśli pozostawicie po sobie komentarz i udostępnicie ten post. Jeśli chcecie postawić mi kawę przycisk DONATE znajduje się poniżej.
I will be happy if you leave comments and share this post with friends. If you want to put me a coffee DONATE button is below.

 

Możecie także zostać Patronami DansE MacabrE i wesprzeć projekt za pośrednictwem strony patronite.pl.

A więcej o moim udziale na patronite.pl znajdziecie TUTAJ.
You can also become Patrons of DansE MacabrE and support the project through the patronite.pl website.

And more about my participation at patronite.pl can be found HERE.


Zachęcam także do POLUBIENIA gry Warheim FS na FB,
dołączenia do BLOGOSFERY oraz komentowania wpisów!
Zapraszam także na forum AZYLIUM, które skupia graczy
Mordheim i Warheim FS.