Niektóre rzeczy się w życiu planuje, inne przychodzą same, jak na przykład to.
Jeśli tego bloga czyta ktoś inny poza botami, to informuję Was, że na czas nieokreślony zawieszam działalność blogowo-warheimową oraz swoją obecność w socialmediach.
Niektóre rzeczy się w życiu planuje, inne przychodzą same, jak na przykład to.
Jeśli tego bloga czyta ktoś inny poza botami, to informuję Was, że na czas nieokreślony zawieszam działalność blogowo-warheimową oraz swoją obecność w socialmediach.
| Prace nad makietami od Kromlech.eu, z których buduję sobie ruiny miasta Struttendorf do gry Warheim FS trwają. Zrobiłem krótką przerwę w malowaniu i kilku ruinom dorobiłem dodatkowe poziomy, powiększając nieco powierzchnię makiet. Na chwilę obecną makieta prezentuje się następująco. | Work on the terrain pieces from Kromlech.eu, which I’m using to build my Struttendorf town for Warheim FS, is ongoing. I took a short break from painting and added some extra levels to some of the ruins, slightly enlarging the surface of the ruin models. For now, this is how the terrain piece looks. |
Ashigaru to najniżsi rangą członkowie klanu, pełniący rolę szeregowych żołnierzy. W większości wywodzą się spośród chłopstwa i są niewiele lepiej wyszkoleni niż przeciętny wieśniak. Nie można ich jednak w żaden sposób porównać do samurajów,. Wielu Ashigaru służyło swoim panom samurajom przez pokolenia, a ich samych cechuje zaciekła duma i lojalność. Większość rodów posiada kilka rodzin dziedzicznych Ashigaru, służących jako gwardziści, żołnierze i zwiadowcy w czasach pokoju.
| W roli Ashigaru użyłem modelu z zestawu Japanese Onna Bushi Naginata od Kyoushuneko Miniatures. | For the role of Ashigaru I used miniatures from set Japanese Onna Bushi Naginata from Kyoushuneko Miniatures. |
Norsmeni nie są jednolitym ludem. Nazwa ta oznacza ludzi Północy i jest używana przez mieszkańców Starego Świata jako zbiorcze określenie rozmaitych plemion zamieszkujących tereny Norski. Każde z plemion różni się od pozostałych zwyczajami i wierzeniami, co sprawia, że każda z tych grup etnicznych jest wyjątkowa.
Norsmenów łatwo rozpoznać jako rasę. Charakteryzują się imponującą posturą i są bardzo muskularni. Tak jak mieszkańcy Imperium mają raczej jasną skórę, choć są wyżsi i silniejsi od południowców. Ich włosy zazwyczaj mają jasny kolor, najczęściej blond lub rudy. Większość Norsmenów nosi długie włosy, które splatają w warkocze, czasem ozdobione piórami bądź paciorkami. Większość z nich używa jako pancerzy futer lub skór, choć niektórzy jarlowie i wojownicy noszą koszulki kolcze, kupione lub zdobyte na południowcach.
Istnieje wiele niedorzecznych historii wyjaśniających, skąd pochodzą Norsmeni. Niektórzy sądzą, że są oni owocem potwornego związku ludzi i demonów, a tym samym stworzeniami, których istnienie narusza naturalny porządek rzeczy. Z kolei inni są gotowi uznać Norsmenów za potomków gigantów, przerażających bestii z Królestw Ogrów. Jeszcze inni zarzekają się, że Norsmeni nie są ludźmi, lecz stworzeniami ze śniegu i lodu, okrutnymi jak zimowa wichura. Ale prawda, mimo wszystkich legend i mitów, jest bardzo prozaiczna.
Wbrew twierdzeniom niektórych imperialnych historyków, osiem plemion, które później stworzyły Imperium, nie było pierwszymi mieszkańcami Starego Świata. Tileańczycy, Estalijczycy, Bretonnczycy, a nawet ludy Arabii czy starożytnego Khemri - wszyscy mieli swój udział w kształtowaniu późniejszego Imperium. Wokół powstawały, rozkwitały i upadały inne królestwa, pozostawiając ruiny stworzonych przez siebie cywilizacji. W tamtych czasach istniał też lud, dzisiaj zwany Norsii, który zajmował ziemie na północ od Lasu Cieni. Byli to ludzie mocnej, ale i kształtnej budowy, którzy prowadzili koczowniczy tryb życia. Utrzymywali się z połowów i polowań, a także z plonów, które udało im się uzyskać za pomocą prymitywnych technik rolniczych. Plemię nie było zbyt liczne, ale wojownicze, czczące tajemniczych bogów i hołdujące dziwnym zwyczajom.
Idylla została zakłócona, gdy w dorzeczu Reiku zaczęły zbierać się i walczyć ze sobą rozmaite plemiona. Najstraszniejszym byli Teutogeni. Waleczni i rozkochani w wojnie, przetoczyli się przez te tereny niczym ogromna fala, niszcząc ogniem i toporem wszystko, co stanęło na ich drodze. Lud Norsii został zmuszony do chwycenia za broń i walki o przetrwanie. Szybko jednak musieli wycofać się ze swoich terenów, a zepchnięci na wschód popadli w kolejny konflikt z plemionami zajmującymi tamte ziemie, w szczególności Ungołami. Zanim nastały czasy niepewnego pokoju, stoczono wiele pomniejszych walk. Norsii osiedlili się na nowym terenie, ale tym razem byli już czujni i uzbrojeni. Głównym zarzewiem konfliktów z okolicznymi plemionami stały się wierzenia religijne. Wokół czczono głównie Taala i Ulryka, czyli bogów Teutogenów i Taleutenów, podczas gdy Norsii wyznawali wiarę w pierwotne siły krwi i śmierci, czcili także swoich przodków. Przekonania religijne, a także niższy poziom rozwoju cywilizacyjnego, sprawiły że Norsii przestali się liczyć w walce o władzę, toczonej przez pozostałe plemiona. W tym samym czasie zaczęło brakować ziemi dla wszystkich zamieszkujących ten teren ludów, dlatego Norsii stopniowo wędrowali coraz dalej na północ.
Zielonoskórzy od zarania dziejów stanowi niebezpieczeństwo dla mieszkańców Starego Świata. Ich ciągłe najazdy osłabiały ludzkie plemiona, a nawet zagrażały kraso ludzkim fortecom. Kiedy na czele Unberogenów stanął Sigmar, dzięki dyplomacji i sile woli zjednoczył osiem plemion, podporządkowując sobie nawet wojowniczych Teutogenów. Następnie poprowadził zebranych wojowników przeciwko orkom i goblinom, wyrzucając je ze ziem powstającego Imperium.
Nie wszyscy jednak pragnęli złożyć przysięgę na wierność dzielnemu wodzowi, do którego uśmiechnął się los. Ci, którzy nie chcieli podporządkować się rozkazom Sigmara, zostali wygnani z Imperium. W ten sposób swoje ziemie opuściły ostatnie plemiona Norsii, a także niezadowoleni członkowie innych plemion. Uciekli na północ, ale zamieszkujący tamte ziemie Ungołowie szybko przepędzili zbiegów i zmusili ich do zapuszczenia się jeszcze dalej, miedzy mroźne, wiecznie skute lodem góry - do krainy zwanej współcześnie Norską.
Z czasem coraz więcej ludzi uciekało do Norski i napotykało tam potomków pierwszych zbiegów, którzy na nieprzyjaznej ziemi jeszcze bardziej rozwinęli mroczne aspekty swoich prymitywnych wierzeń. Nowa ojczyzna okazała się niebezpieczna i sroga, a liczba zgonów zawsze wysoka, zarówno ze względu na warunki naturalne, jak i z powodu napadów nadciągających z Pustkowi Chaosu łupieżców i Ymirów, dziwnych stworzeń, spokrewnionych ze zwierzoludźmi. Z tego zdarzenia kultur narodziła się nowa rasa ludzi - Norsmeni.
| Dziś mam dla Was recenzję modelu z serii Bleating Smashers od Rotten Factory, która dostępna była w ramach kampanii Rotten Reborn na Kickstarterze. Model, został umieszczony wraz z dwoma innymi modelami z serii w woreczku strunowym, zamkniętym firmową ulotka. Wewnątrz znalazł się także mniejszy woreczek strunowy zawierający najmniejsze elementy modeli, które przed malowaniem trzeba samodzielnie przykleić do większych korpusów. Odlane z żywicy wieloczęściowe figurki przedstawiają mniej lub bardziej zmutowane istoty, niewątpliwie cieszące się łaską Mrocznych Potęg, a w szczególności Ojczulka Nurgla. Modele utrzymane są w charakterystycznym dla Rotten Factory stylu, który z powodzeniem pasuje do figurek przedstawiających postaci oddane bogu zarazy. Modele są bogate w indywidulane detale, które sprawiają że każda figurka zdaje się mieć swój własny charakter. Jakość odlewu jest bardzo dobra, nie zauważyłem większych nadlewek czy śladów podziału formy lub błon pozostałych po procesie odlewania, a części są dość dobrze spasowane do siebie. Polecam! Jeśli Rotten Factory wznowi kiedyś działalność, to więcej informacji znajdziecie na stronie sklepu. | Today, as part of our Friday review series, I bring you a miniatures from the Bleating Smashers line by Rotten Factory, which was originally available through the Rotten Reborn Kickstarter campaign. The miniature, which came as part of a larger shipment, was packed together with two other figures from the same line in a ziplock bag sealed with the company’s branded leaflet. Inside, there was also a smaller ziplock containing the tiniest components—bits you’ll need to glue onto the main bodies before painting. These multipart resin miniatures depict more or less mutated abominations clearly basking in the favor of the Dark Powers—Father Nurgle in particular. The miniatures are sculpted in Rotten Factory’s distinct style, which fits seamlessly with figures devoted to the god of plague. Each miniature is full of unique details that give it a strong individual character and personality. The casting quality is excellent—no major mold lines, no flash, no odd miscasts, and the parts fit together rather nicely without the need for excessive trimming or cursing. Highly recommended! And if Rotten Factory ever resumes production, you’ll find more information on their store page. |
| Prace nad makietami od Kromlech.eu, z których buduję sobie ruiny miasta Struttendorf do gry Warheim FS trwają. Zrobiłem krótką przerwę w malowaniu i kilku ruinom dorobiłem dodatkowe poziomy, powiększając nieco powierzchnię makiet. Na chwilę obecną makieta prezentuje się następująco. | Work on the terrain pieces from Kromlech.eu, which I’m using to build my Struttendorf town for Warheim FS, is ongoing. I took a short break from painting and added some extra levels to some of the ruins, slightly enlarging the surface of the ruin models. For now, this is how the terrain piece looks. |
Wkrótce po tym, jak Josef Bugman odbudował zniszczony przez Zielonoskórych browar, stało się jasne, że bez nadzoru krasnoludzkich wojowników zarówno sama produkcja piwa, jak i eksport szlachetnego trunku nie będą niemożliwe. W tamtych latach największe zagrożenie stanowili grasujący w lasach Zielonoskórzy, którzy regularnie napadali na Ludzi i Krasnoludów. Josef Bugman rozumiał, że potrzeba dobrze wyszkolonych i wyposażonych wojowników, aby stale patrolować szlaki. Dlatego do ochrony browaru i licznych karawan powołał oddziały Krasnoludzkich Rangerów, zwanych też Rangerami Bugmana.
W odróżnieniu od swych braci, Rangerzy znacznie lepiej czują się w dzikich ostępach niż w górskich twierdzach. Podróżują przez niezamieszkałe tereny, gdzie wypatrują Zielonoskórych, dzikich bestii i niepokojących zjawisk. Rangerzy są mistrzami w przemieszczaniu się w sposób niedostrzegalny, a wielu zwiadowców potrafi niepostrzeżenie zbliżyć się do oddziału wroga na tyle blisko, by odczytać hasła na ich sztandarach i tarczach. Głównym zadaniem Rangerów pozostaje ochrona browaru i prowadzących do niego handlowych szlaków. Jednak w ostatnich latach, głównie dzięki porozumieniu pomiędzy Josefem Bugmanem, a władającą Nuln Hrabiną Emmanuelle von Liebowitz, odziały Rangerów zasilają zbrojne kompanie służące pod sztandarem Korony Imperium. W zamian Hrabina odesłała część własnych oddziałów do ochrony szlaków i karawan.
| Dziś na blogu DansE MacabrE mam dla Was zdjęcie Krasnoludzkiego rangera służącego w szeregach kompanii Muszkieterzy z Nuln do Warheim FS. | Today on the DansE MacabrE blog I have a photo of a Bugman's rangers serving in the warband of Musketeers from Nuln to Warheim FS. |
Norska znana jest ze swoich stromych gór. Niebosiężne szczyty otaczają krainę ze wszystkich stron. Dlatego większość podróżnych przybywa do nielicznych, ufortyfikowanych wiosek rozrzuconych na południowym i zachodnim wybrzeżu. Z górami wiąże się wiele legend, dlatego nazwy szczytów pochodzą od mitycznych olbrzymów lub wznoszących się tam fortec. Łańcuchy górskie pokrywają większość powierzchni, ale nie są jedynym elementem krajobrazu Norski. Ten niedostępny kraj obfituje w gęste lasy świerkowe i sosnowe, które porastają wewnętrzne stoki, osłonięte przed najsroższymi wichurami z północy.
Prócz gęstych lasów i wysokich gór, w Norsce można też znaleźć tereny pokryte lodową krą, rozciągające się od Pustkowi Chaosu i tworzące na północnym wschodzie Zamarznięte Morze. Rozległe pola lodu ciągną się aż do położonych na północy poszarpanych szczytów górskich, które zapewniają schronienie przed zmiennymi kaprysami sił natury. Podczas letnich miesięcy temperatura podnosi, uwalniając nieliczne równiny, które służą Norsmenom do uzupełnienia ich podstawowej diety, składającej się głównie z ryb oraz niedźwiedziego i foczego mięsa.
Ze względu na klimat i niedostępne szczyty Norski, każda próba sporządzenia dokładnej mapy tej krainy skazana jest na niepowodzenie. Za dużo tam dolin, gór i mrocznych lasów, które zamieszkują stworzenia splugawione przez uwolnione energie Chaosu. Większość mieszkańców Imperium ma jedynie blade pojęcie o Norsce i panującym tam klimacie, a to i tak w dużej mierze tylko domysły.
|
Jakiś czas temu (o TUTAJ) na łamach bloga DansE MacabrE zaprezentowałem Wam modele orkowych nomadów od Kromlech.eu, które – delikatnie mówiąc – nie spotkały się z większym zainteresowaniem. Szkoda, bo moim zdaniem to całkiem fajne uzupełnienie wzorów od GW czy SpellCrow. Dlatego dziś, niepomny na brak zainteresowania, mam dla Was recenzję modelu Herszta orkowych nomadów od Kromlech.eu. Dobrze zabezpieczony model był częścią większej przesyłki, której zawartość w większości już zobaczyliście. Wieloczęściowo figurka została odlana z jasnej żywicy, a bitsy zostały umieszczone na 3 ramkach. Jakość odlewu jest bardzo dobra. Części są dobrze spasowane, a podczas sklejania możemy wybrać, czy herszt będzie uzbrojony w topór, szablę lub buławę. Jak możecie zobaczyć na zdjęciach poniżej, podczas składania modelu zdecydowałem się na wielki topór. Sklejony model przedstawia sporego – nawet jak na orka – herszta, który rusza na czele Łooomotu! Uzbrojony jest w oręż do walki wręcz i bogato zdobioną tarczę, a przed wrogimi ciosami chronią go zbroja łuskowa, płytowe naramienniki i kirys. Ponadto do naplecznika przytroczony został totem (z glewii czy innej naginaty) zdobny w łeb krasnoluda i ludzką czaszkę. Mnie osobiście model się podoba. Tych, którzy kręcili nosem na mongolskie rysy orków nomadów (no a jakie mają mieć nomadowie?) zapewniam, że staroświatowe łby zielonoskórych innych producentów też pasują do tych korpusów, o czym za jakiś czas będziecie mogli się przekonać. Polecam! A model w sklepie Kromlech.eu znajdziecie TUTAJ. |
Some time ago (see HERE) on the DansE MacabrE blog I showed you the orc nomads from Kromlech.eu — miniatures which, to put it mildly, didn’t exactly spark much excitement. A pity, really, since in my opinion they make a pretty neat addition to the ranges from Games Workshop or SpellCrow. So today, undeterred by that lack of interest, I’ve got a review of the Nomad Orc Warchief from Kromlech.eu. The miniature arrived well protected as part of a larger shipment, most of which you’ve already seen. Cast in light-colored resin, the miniature comes in multiple parts with the bits spread across three sprues. The casting quality is excellent. The pieces fit together nicely, and when assembling you can choose whether the Nomad Orc Warchief wields an axe, a sabre, or a mace. As you can see in the photos below, I went with the great axe — because, let’s be honest, nothing says orc boss quite like a slab of sharpened metal the size of a door. The assembled miniature depicts a hulking Warchief, large even by orc standards, leading the Waaagh! into battle. He carries his chosen melee weapon and a richly decorated shield, while lamellar armor, plate pauldrons, and a cuirass protect him from enemy blows. Strapped to his back is a totem — part polearm, part trophy rack — adorned with a dwarf’s head and a human skull. Personally, I like the sculpt. For those who complained about the Mongol-inspired look of the orc nomads (well, what should nomads look like?), rest assured that heads from other Old World orc ranges fit these bodies just fine — something I’ll be showing in a future post. Highly recommended! And if you’re interested, you can find the model in the Kromlech.eu store HERE. |
| Prace nad makietami od Kromlech.eu, z których buduję sobie ruiny miasta Struttendorf do gry Warheim FS trwają. Dziś można powiedzieć, że nastąpił pewien przełom, bowiem na makiecie pojawiły się pierwsze kolory. Oczywiście jeszcze sporo brakuje do końca, ale już możecie zobaczyć jak to mniej więcej będzie wyglądało. Przed malowaniem pokryłem podłogi gipsem, który wypełnił przestrzenie między patyczkami do kawy. Następnie wyszlifowałem powierzchnię gąbką ścierną. Na chwilę obecną makieta prezentuje się następująco. | Work on the terrain pieces from Kromlech.eu, which I’m using to build my Struttendorf town for Warheim FS, is ongoing. Today, we can say that a breakthrough has occurred, as the first colors have appeared on the model. Of course, the model is still a long way from completion, but you can already see what it will look like. Before painting, I covered the floors with plaster, filling the spaces between the cut coffee sticks. Then I sanded the surface with an abrasive sponge. For now, this is how the terrain piece looks. |
Duchy są najliczniejszymi dworzanami eterycznego dworu – to potępione dusze, które nie zaznały spokoju i zostały uwięzione w cieniu świata żywych. Śmierć zaskoczyła je w sposób gwałtowny, niesprawiedliwy lub bluźnierczy, dlatego ich istoty nie odeszły do Królestwa Morra. Byli wśród nich chłopi powieszeni za cudze grzechy, kobiety, które skonały z krzykiem podczas porodu, ofiary rzezi, które nigdy nie doczekały się pochówku. Ich cierpienie nie ustało – przerodziło się w ciszę, w blady ślad obecności, który snuje się wśród żywych z bezgłośnym żalem i niewypowiedzianym gniewem.
Choć duchy nie zawsze były złe, nie mają już wyboru – zostały związane wolą Króla kurhanów. Niektóre z nich jęczą i zawodzą, wzywając sprawiedliwości, inne straszą dla samego strachu, ale wszystkie służą teraz jednej sprawie: odzyskaniu zapomnianego królestwa i ukaraniu tych, którzy żyją w cieniu zapomnianych mogił. Król nie potrzebuje przekonywać – on przyciąga. Jego obecność działa jak klątwa, która ściąga do niego wszystkie zabłąkane dusze, nieważne czy pragną odkupienia, czy krwi.
Po Burzy Chaosu do orszaku eterycznego dworu dołączyły nowe duchy – świeżo zmarli, których ciała nigdy nie spoczęły w poświęconej ziemi. Byli wśród nich żołnierze pogrzebani w zbiorowych mogiłach, dzieci pochłonięte przez ogień, zakonnice zarżnięte w splądrowanych klasztorach, kupcy, których spalono razem z ich karawaną. Zginęli w zgiełku wojny, która nie pozostawiła po sobie nic poza popiołem, a ich dusze nie miały dokąd pójść. Król kurhanów otworzył przed nimi bramy swojego dworu – nie jako wybawiciel, lecz jako pan, który znał ich imiona, zanim padli.
Duchy nie są potężne, ale ich liczba, wszechobecność i bezgłośna determinacja czynią z nich fundament eterycznego dworu. Przemieszczają się między ruinami niczym lodowaty wiatr, wypełniają przestrzeń między bardziej wojowniczymi upiorami, przynosząc zamęt i trwogę. Niektóre mogą przemówić, przekazując tajemnice zmarłych; inne są tylko cieniem – niemym oskarżeniem wobec świata, który o nich zapomniał.
|
Dziś mam dla Was zdjęcia bohatera służącego w szeregach kompanii Eteryczny dwór Króla kurhanów, którą złożyłem z modeli od GW, a do malowania użyłem olejnej chemi od MIG i AK oraz efektów i technicali od GW. W roli Duchów użyłem modeli z zestawu Myrmourn Banshees. Więcej informacji o Eterycznym dworze Króla kurhanów znajdziecie w podręczniku do Warheim FS. |
Today I have photos of a heroes serving in the ranks of the Ethereal Court of the Barrow King, a warband I assembled using models from GW and painted with oil-based products from MIG and AK, along with effects and technical paints from GW. For the role of the Ghosts, I used miniatures from the Myrmourn Banshees. You can find more information about the Ethereal Court of the Barrow King in the Warheim FS rulebook. |
Resztki zmiażdżonego statku, zdobyczne rybie zęby i wielkie kłody sosen, przygnane z dryfującymi lodami, wykorzystaliśmy do sklecenia prymitywnej chaty, która zapewniła nam jako takie schronienie przed mrozem i wichrem. Tłuszcz upolowanych zwierząt posłużył do oświetlenia ziemianki. Pomimo, że palenisko pośrodku chaty nigdy nie gaśnie, panuje obezwładniające zimno. Ściany pokrywa gruba warstwa szronu. Z sufitu zwisają długie lodowe sople, a mróz ścina oddech. Na zewnątrz bez przerwy dmie mroźny wicher, niosąc tumany śniegu. Gdzieś z oddali dobiega upiorne wycie zwierzoludzi. W szczególnie mroźne noce, rozgrzewamy posłania, podając sobie rozżarzony w palenisku kamień. Zwykle jednak zmarznięte na kość śpiwory i koce miękną i roztapiają się dopiero w kontakcie z ciepłem naszych ciał. Szczękając zębami z zimna leżymy w kałużach wody, która dopiero po kilku godzinach zamarza na nowo. Głód daje się nam mocno we znaki. Zapasy wyczerpały się nad podziw szybko a gwałtowne zawieje i wszechogarniające ciemności utrudniają polowania. Z każdą kolejną godziną coraz bardziej lękamy się, że za tą niefortunną wyprawę do krainy wiecznych śniegów, przyjdzie nam zapłacić życiem. Strach przypomniał nam zasłyszane niegdyś przy ognisku, niesamowite opowieści. Czy powietrze w tej przeklętej krainie nie zgęstnieje jak woda, która zamienia się w twardszą od granitu, połyskliwą skałę? Czy błąkając się po omacku, nie dotrzemy do Krańca Świata, gdzie wody wszystkich mórz zlewają się w bezdenną, pustkę? Czy może demon zimy porwie nasze dusze na wieczne zatracenie w Królestwach Chaosu?
- fragment Dziennika, autorstwa Maxymiliana Steinbacha, odkrywcy w służbie Imperatora Karla-Franza
Norska uważana jest przez mieszkańców Starego Świata za miejsce nieprzyjazne. Ze względu na położenie geograficzne, przez sześć miesięcy pogrążona jest w mroku. Słońce przypomina wówczas blady dysk, ledwo widoczny na horyzoncie, a jego nikłe promienie nieznacznie tylko rozjaśniają ciemność. Niskie temperatury i częste opady śniegu sprawiają, że góry wiecznie pokryte są lodowcami. Sytuację pogarsza wiejący znad Morza Chaosu zimny wiatr. W drugiej połowie roku słońce świecie nad Norską, a temperatura nieco się podnosi, pozwalając Norsmenom uprawiać nieliczne grunty orne, z których zbierają skromne plony.
Gry bitewne. Te piękne, skomplikowane mechanizmy, które obiecują godziny strategicznej rozrywki. Ale cóż z tego, skoro w prawdziwym życiu nasze armie składają się z obowiązków, a jedyną strategią jest przetrwanie do piątku? Dlaczego nie gramy tak często, jak byśmy chcieli? Odpowiedź jest prosta: życie. To ono staje na drodze naszych marzeń o epickich bitwach i wieczorach spędzonych przy stole bitewnym.
Dziś przyjrzymy się, dlaczego nasze plany rozgrywek często rozbijają się o rzeczywistość. Bo przecież, szanowne państwo-draństwo, nie chodzi tylko o to, by chcieć grać. Chodzi też o to, by móc grać.
Gdy byliśmy młodsi, wydawało nam się, że w dorosłym życiu będziemy mieli więcej czasu na hobby. Będę grał codziennie! – myśleliśmy. Ale rzeczywistość okazała się brutalna. Praca, rodzina, obowiązki – wszystko to pochłania nasz czas jak wielka czarna dziura.
Zaplanuj czas na hobby. Wyznacz sobie jeden wieczór w tygodniu, który poświęcisz wyłącznie na gry bitewne. I trzymaj się tego. Nawet jeśli ten wieczór spędzisz na malowaniu figurek zamiast na rozgrywce.
Nawet jeśli jakimś cudem ty masz czas, to z dużą dozą prawdopodobieństwa twoi przyjaciele nie będą go mieli.
Umawianie się na rozgrywkę to jak próba zorganizowania spotkania trzydziestolatków – wszyscy są chętni, ale nikt nie ma wolnego terminu.
Używaj kalendarzy online, by łatwiej znaleźć wspólny termin. I bądź elastyczny – czasem lepiej zagrać w środku tygodnia niż wcale.
Gdy wreszcie masz wolny wieczór, pojawia się kolejny wróg: kanapa. Ta wygodna, kusząca kanapa, która krzyczy: Zostań, obejrzyj serial, zapomnij o świecie. I tak oto twoje plany rozgrywek idą w odstawkę.
Znajdź równowagę między odpoczynkiem a hobby. Może zamiast całego wieczoru, poświęć tylko godzinę na rozgrywkę? Albo połącz przyjemne z pożytecznym – oglądaj serial, malując figurki.
Rodzina to najważniejsza armia w twoim życiu. I niestety, często wymaga więcej uwagi niż twoje plastikowe wojsko. Dzieci, partner/partnerka, obowiązki domowe – wszystko to pochłania twój czas i energię.
Zaangażuj rodzinę w hobby. Może twoje dziecko też polubi gry bitewne? Albo twój partner/partnerka zechce spróbować? Wspólne hobby to świetny sposób na spędzenie czasu razem.
Nawet jeśli masz czas i możliwości, czasem po prostu nie chce się grać. Brak motywacji, zmęczenie, inne zainteresowania – wszystko to może sprawić, że twoje figurki stoją na półce i kurzą się.
Nie zmuszaj się do gry. Czasem lepiej zrobić sobie przerwę i wrócić do hobby z nową energią. A jeśli nie wrócisz, to też jest w porządku. Hobby ma sprawiać radość, a nie być obowiązkiem.
Szanowne państwo-draństwo, pamiętajcie – nie gramy tak często, jak byśmy chcieli, bo życie jest pełne wyzwań. Ale to nie znaczy, że musimy rezygnować z hobby. Ważne, by znaleźć równowagę między marzeniami a rzeczywistością.
A teraz pytanie do was: jak wy radzicie sobie z brakiem czasu na gry bitewne? Macie swoje sprawdzone sposoby? Czy może po prostu poddaliście się i teraz wasze figurki służą głównie jako ozdoba półki? Podzielcie się swoimi doświadczeniami – może razem znajdziemy sposób, by grać częściej.
I pamiętajcie: niezależnie od tego, jak często gracie, najważniejsze to cieszyć się każdą chwilą spędzoną przy stole bitewnym. Chyba że... no właśnie, kostki znów się zbuntują.