poniedziałek, 8 września 2014

Figurkowy Karnawał Blogowy. Edycja #1: nasze początki figurkowo-bitewne.

Na początek zapraszam do przeczytania wpisu, który Inkub opublikował wczoraj na blogu Wojna w miniaturze. Z lektury zamieszczonego tam posta szanowne państwo-draństwo dowie cię co to jest ten Figurkowy Karnawał Blogowy oraz pozna rządzące tą ciekawą inicjatywą reguły.


Przeczytaliście? I jesteście ciekawi jak to było ze mną? No to zapraszam.


Pisząc poniższy tekst uświadomiłem sobie dwie rzeczy, co ciekawe obie związane są z miesiącem wrzesień.

Po pierwsze dokładnie rok temu wziąłem udział w 30-dniowym Wyzwaniu WFRP, które jeśli mnie pamięć nie myli było pierwszą tego typu inicjatywą do której się przyłączyłem. 

Portal.
A po drugie, w tym miesiącu mija 18 lat odkąd na poważnie rozpocząłem zabawę w RPG i gry bitewne, kupa czasu i wciąż więcej niż połowa mojego życia... Jednak więcej o RPG i WFRP możecie dowiedzieć się czytając opublikowane rok temu wpisy.

A wracając do sedna dzisiejszego wpisu. To 18 lat temu, przed moją pierwszą sesją w WFRP, po raz pierwszy na żywo zobaczyłem figurki do WFB. Jednak wówczas bitewniak nie wciągnął mnie tak bardzo jak fabularna odmiana Warhammera. Miałem wówczas 15 lat, rozpoczynałem naukę w technikum, a figurki do gier bitewnych były po pierwsze piekielnie drogie, a po drugie trudno dostępne, w odróżnieniu na przykład od w miarę tanich plastikowych modeli samolotów, które można było nabyć praktycznie w każdym kiosku Ruch i które sklejałem dziesiątkami, a następnie mniej lub bardziej udolnie malowałem olejnymi farbami. 

W Katowicach jeśli mnie pamięć nie myli był wówczas jeden sklep ONO z artykułami do gier fabularnych i bitewnych, umiejscowiony przy Placu Karola Miarki, jednak wizyty, a każda miała wówczas rangę niezwykłej przygody, kończyły się raczej kupnem dodatków i akcesoriów do WFRP, które były w zasięgu mojego ówczesnego budżetu, a nie drogich modeli do WFB.

Portal.
Tak było przez trzy kolejne lata, regularnie grywałem w WFRP i równie często przyglądałem się bojom w WFB, z zazdrością obserwując przesuwane przez znajomych modele miniaturowych wojowników. W międzyczasie udało mi się zdobyć kilka figurek, w większości tych dołączonych do jednego z numerów MiMa oraz zbudować kilka prostych makiet, głównie jednak z myślą o wykorzystaniu podczas sesji WFRP, a nie gry w bitewniaka. I choć świat figurek kusił mnie bardzo, to w WFB brakowało mi jednego elementu, który pojawił się w 1999 roku wraz z Mordheim i możliwością gry kampanii oraz rozwoju bohaterów. No i się zaczęło, kometa spadła, a Miasto Potępionych otworzyło przede mną wrota, przez które na dobre wkroczyłem w świat gier bitewnych.

W kąt poszły plastikowe modele samolotów i czołgów, a podstawowe umiejętności zdobyte w czasie sklejania modeli redukcyjnych zacząłem rozwijać malując pierwsze figurki i budując makiety zniszczonych przez kataklizm budynków.

W 1999 roku w Polsce zaczął ukazywać się także Portal, drugie obok MiMa czasopismo w którym oprócz materiałów poświęconych RPG co jakiś czas można było przeczytać także artykuły związane z grami bitewnymi. A, że był to świat bez powszechnego dostępu do internetu  to człowiek godzinami wpatrywał się w zdjęcia wydrukowane w papierowych czasopismach, które i wy możecie zobaczyć na dołączonych do niniejszego wpisu obrazach.

Portal.
W kolejnych latach, powoli acz nieustępliwie RPG zaczęło ustępować pola grom bitewnym. Wynikało to z kilku rzeczy, po pierwsze budżet zdolny był udźwignąć nieco większe wydatki, po drugie dostęp do samego hobby wraz z rozwojem internetu stał się dużo łatwiejszy, no i po trzecie pracując na różne zmiany łatwiej było omówić się na grę z bitewniaka, niż zorganizować sesję RPG, która wymaga obecności większej ilości graczy i systematyczności.

Oprócz rozgrywek w Mieście Potępionych grywałem także regularnie w 7ed Warhammera Battla prowadząc do boju niezbyt szczęśliwą hordę Zielonoskórych. Jednak przesuwanie regimentów wojowników i rzucanie garściami kości nie było, aż tak atrakcyjne jak mi się wydawało, gdy przyglądałem się bitwom toczonym przez znajomych. Koniec końców po kilku kolejnych latach w mojej głowie narodził się pomysł połączenia obu gier, czego efektem jest gra Warheim FS, nad którą obecnie pracuję. I od tamtej pory praca nad grą dostarcza mi równie dużo satysfakcji jak sama rozgrywka, wiadomo bowiem najważniejsza jest droga, nie cel!

Dziś ciężko mi wyobrazić sobie inne hobby niż modelarstwo i gry bitewne. Praca, a właściwie służba dostarcza mi wystarczająco dużo adrenaliny, wysiłku i aktywności fizycznej bym musiał ich szukać jeszcze w wolnym czasie. Więc z jednej strony hobby to sposób na wyciszenie się i odreagowanie, a z drugiej jako dziedzina dość wszechstronna hobby zmusza mnie do nieustannego twórczego wysiłku, rozwijania się oraz poszerzania swojej wiedzy i umiejętności.

Ożywieńcy. Pierwsze proste konwersje i pierwsze na poważnie pomalowane modele.
Zachęcam także do POLUBIENIA gry Warheim FS na FB,
dołączenia do BLOGOSFERY oraz komentowania wpisów!
Zapraszam także na forum AZYLIUM, które skupia graczy
Mordheim i Warheim FS.

3 komentarze:

  1. Jak bardzo fajnie czyta się opowieść z przed czasów odkrycia koła (internetu) i jak bardzo abstrakcyjnie może brzmieć ona teraz, w czasach wszystkiego na wyciągnięcie ręki.

    Czyta się z przyjemnością, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki i wzajemnie.

      A brzmi tym bardziej abstrakcyjnie, że teraz mogę napisać komentarz na byle telefonie. ;)

      Usuń
  2. Ah, gry RPG. Jest to kolejna rzecz jakiej żałuję, że mnie ominęła w młodości. Z ciekawości - kiedy ostatnio uczestniczyłeś w jakiejś sesji RPG ?

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...