poniedziałek, 26 marca 2018

Między Młotem a Kowadłem... - Szeperd z Bitewnego Zgiełku.

Dzień dobry!

Szanowne państwo-draństwo pozwoli, że w imieniu swoim, czyli QC, oraz Maniexa przedstawię wam kolejny wywiad przeprowadzony w ramach cyklu Między Młotem, a Kowadłem!


Listę wszystkich opublikowanych do tej pory wywiadów znajdziecie na blogu DansE MacabrE.

Założeniem serii jest przeprowadzenie wywiadów z blogerami skupionymi wokół założonego przez FireAnta serwisu Wrota - polska sieć blogów bitewnych.


Bohaterem kolejnego odcinka jest Szeperd, który publikuje na blogu Bitewny Zgiełk.



Kwestionariusz osobowy...

...osoby rozpytywanej.

Wywiad zaczniemy od szybkiego kwestionariusza osobowego:




Nim przejdziemy do wywiadu drodzy czytelnicy zechcą włączyć sobie teledysk, który wybrał Szeperd.

Wywiad...

...czyli między młotem a kowadłem.

Czy pamiętasz swoje pierwsze spotkanie z grami bitewnymi? Jak zaczęła się Twoja przygoda z figurkami? W którym to było roku?
Szeperd: Pewnie, że pamiętam. Najpierw były jakieś rozgrywki po piwnicach na osiedlu, bodaj w Warzona. Ale to mnie nie specjalnie ruszało. Kiedy jednak mój stary przyjaciel tsar przywiózł do domu armię Wood Elves - to musiało być w okolicach 1996 roku - przepadłem. Mieszanka zamiłowanie do fantasy, modelarstwa i kolekcjonerstwa trafiła na podatny grunt. Za ostatnie pieniądze kupiłem księgę High Elves do Warhammera o potem po prostu poszło. Kupowanie figurek z drugiej ręki, głodówka na studiach, żeby nabyć świeżo wydany box z Ellyrian Reavers. Tak, wpadłem na dobre. Co ciekawe, było to bardzo monotematyczne. Niemal przez 10 lat malowałem wyłącznie figurki do Warhammera, rozwijając przy tej okazji swój warsztat i, jako takie, umiejętności, jako gracz.
Dlaczego akurat Elfowie Wysokiego Rodu z Ulthuanu?
Szeperd: Cóź, od zawsze byłem elfofilem, więc wybór wydawał się dość naturalny. A skoro Leśne Elfy były u sąsiada, a na Mroczne byłem jeszcze niewystarczająco zepsuty, pozostał Ulthuan. Przede wszystkim zaś świeżo wydana w 1996 roku księga, z masą fluffu i fantastycznie, oldchoolowo pomalowanych modeli, urzekła mnie bez reszty. Za punkt honoru postawiłem sobie, żeby mieć każdy oddział, jaki opisany jest w księdze. W sumie po wielu latach mi się to udało, choć armia to przekrój kilku edycji. Tak, to była miłość na lata.
Od kiedy prowadzisz bloga i co skłoniło cię do takiej aktywności w sieci?
Szeperd: Obecna forma bloga to kontynuacja strony internetowej o tej nazwie. Bitewny Zgiełk był pierwotnie wspólnym przedsięwzięciem kilku gości, którzy znali się z podwórka, mieli wspólne pasje, jak RPG, fantasy, figurki czy historię. A potem rozjechali się po Polsce. Jako strona internetowa byliśmy całkiem aktywni w latach 2005-2010. Blogi każdego ze współautorów były raptem dodatkiem do całości. Raporty bitewne, autorski turniej w młotka, recenzje książek czy imprez, popisy, nazwijmy to, literackie, pojedynki malarskie - to była esencja tej stronki. Przez parę lat inicjatywa ta napędzana była przez starą Ekpię. Tsar, Gobos, Ungrim, Rybak. Z czasem pojawił się zastrzyk świeżej krwii - MiSiO, Robson, Draco, Czarek, Brutal, Johnny. W pewnym momencie miałem nawet honor pełnić obowiązki redaktora naczelnego. Najbardziej lubiłem pisać wstępniaki. Zdarza mi się wrócić czasem do kopii starego Zgiełku. Jest wtedy uśmiech. Jest satysfakcja. Ale cóż, wszystko ma swój czas. Tak, jaki i strona Bitewny Zgiełk. Wówczas, czyli w okolicach 2010 roku, część zasobów strony, głównie zapiski blogowe przepoczwarzyły się w dzisiejszą formę.

Dlaczego zdecydowałeś się na taką platformę blogową i co uważasz za jej największą zaletę?
Szeperd: Kiedy było już jasne, że dotychczasowy Zgiełk ma się ku końcowi, nową formę, czyli Bloggera zaproponował tsar. Jeśli chodzi o mnie, to zawsze polegałem na nim w kwestiach technicznych. Stąd obecna forma bloga.
Skąd pomysł na nazwę bloga i co ona oznacza?
Szeperd: Kiedy zdecydowaliśmy, że powstanie strona internetowa, jako miejsce wyrażania naszych pasji, zrobiliśmy małe głosowanie nad propozycjami. Pamiętam, że według mojego pomysłu, strona miała nazywać się Psie Pole. Może i dobrze, że mnie przegłosowali.
Jaki masz pomysł na bloga? To ma być swego rodzaju pamiętnik, w którym na bieżąco będziesz dokumentował swoją pracę czy planujesz regularne wpisy w określone dni tygodnia? Planujesz jakieś stałe cykle wpisów?
Szeperd: Jak wspomniałem, pierwotnie blog był dodatkiem do strony. Potem został jej spadkobiercą. Przez lata radził sobie całkiem nieźle. Osobiście wierzyłem, że skoro jest nas kilku pod jednym adresem, będziemy aktywniejszym z blogów w sieci. 135 wpisów w 2011 roku zdawało się to potwierdzać. Strona przeszła do historii - nowa forma, czyli krótkie wpisy i zdjęcia, miały być rozwiązaniem na coraz mniejsze zasoby czasowe. I przez lata tak było. I może do pewnego stopnia dalej jest, choć liczba wpisów z roku na rok maleję. Bez względu jednak na to, chciałem w tym miejscu powiedzieć, jak bardzo jestem wdzięczny moim Kolegom współautorom za wszystkie ich wpisy i starania przy Bitewnym Zgiełku. Jeśli chodzi o mnie, to starałem się pisać w miarę regularnie. Co roku obiecuję sobie, że będzie to co najmniej jeden wpis w tygodniu. Te obietnice spełniam na równi z tymi, że nie będę mieszał piwa z whisky, zacznę biegać i zarobię dwadzieścia tysięcy na malowaniu figurek.

Jak często sprawdzasz licznik odwiedzin? Czy popularność bloga ma dla ciebie znaczenie, jeśli tak to jak promujesz swój blog w sieci?
Szeperd: Swego czasu sprawdzałem licznik raz w tygodniu. Teraz robię to znacznie rzadziej. Mam świadomość, że moje własne wpisy są od jakiegoś czasu poświęcono raczej jednemu motywowi, stąd trudno o jakiś boom odwiedzin.
Śledzisz polską blogosferę? Aktywnie komentujesz prace innych twórców, czy ograniczasz się do biernego podglądania?
Szeperd: Staram się śledzić, na ile tylko pozwala mi czas. Jestem pod absolutnym wrażeniem wszystkich wysiłków polskich blogowiczów. Uważam, że to piękne zjawisko. Tym bardziej cenię sobie inicjatywę, jaką są Bitewne Wrota, które pozwalają na regularny przegląd aktywności. Przeważnie jednak biernie podglądam. Pewnie przez ogólny pośpiech w życiu.
Publikujesz na blogu od jakiegoś czasu, jak oceniasz poziom komentarzy publikowanych przez internautów? Czy zmieniało się to na przestrzeni lat?
Szeperd: Komentarze w bitewnej blogosferze to jeden z niewielu przykładów kultury osobistej i kindersztuby. W ciemno zamieniam dwa słowa w stylu 'fajnie wyszło' na cysterny łajna, jakie są standardem w innych rejonach sieci. Po prostu fajne hobby mamy.

Czy jakiś komentarz szczególnie utkwił ci w pamięci?
Szeperd: Wystarczy mi w zupełności, jak ktoś zechce po prostu skomentować. Jak wspomniałem powyżej - już dwa proste słowa nagradzają za trud 'twórcy'.
Czy masz jakieś ulubione blogi, które regularnie odwiedzasz? Jeśli tak to które?
Szeperd: Mam oczywiście kilka sprawdzonych adresów, pod które staram się zajrzeć częściej, niż normalnie. Wymieniając kilka z nich wspomnę o blogu Inkuba, Hakostwa, Michała Kucharskiego czy Maciejusa. Co nie znaczy, że nie odwiedzam i nie doceniam innych pozycji. Wszyscy jesteście Świetni!
Jak dużo czasu poświęcasz na hobby? Masz swój warsztat?
Szeperd: Od lat to samo biurko - blat daje radę, choć mocno zmęczony. Czasu poświęcam mniej, niż bym chciał. Jak mnie przyszpili termin zlecenia, to potrafię pracować regularnie, przynajmniej godzinę dziennie. Większość nadrabiam jednak w weekendy. Dla siebie malują już znacznie mniej. No ale nie może być inaczej. Mam dużą Rodzinę i sporo obowiązków.

W twoim warsztacie dominują produkty jednej firmy, czy lubisz eksperymentować i wciąż szukasz nowych rozwiązań?
Szeperd: Zaczynałem od farb firmy Model Kolor - moje pierwsze 'warhamery' popełniałem tymi właśnie produktami. Akurat w latach 90-tych do tych farb mieliśmy w naszym małym mieście niezły dostęp. Poza tym cena była całkiem przystępna. Ciągle pamiętam te drobne buteleczki. Niektóre z kolorów były całkiem dobre, chętnie bym do nich wrócił. Razem z tsarem i ungrimem mieliśmy po prostu wspólny zestaw farb. Kto akurat miał czas i wenę, malował. Potem pojawił się Citadel i bardzo długo sądziłem, że nie ma nic lepszego. Dzisiaj maluję głównie farbami Vallejo. Niemniej nie wyobrażam sobie swojego warsztatu bez kilku sprawdzonych koni pociągowych ze stajni GW - brązowy wash, shadow grey, cieliste. Swoisty zabytek to matt varnish - świetnie spisuje się przy impregnowaniu papierowych sztandarów. Jeśli chodzi o podkład, to od jakiegoś czasu używam głownie szarej farby Tamiya. Z kolei pędzie to naturalne włosie - zwykle firma Kolibri.
Jesteś bardziej modelarzem, kolekcjonerem czy graczem?
Szeperd: Jeśli modelarz równa się malarz, to bardziej nim. Potem chyba kolekcjonerem. W tym sensie, że jak sobie wymyślę jakiś zestaw figurek, to staram się go skompletować w całości. Graczem na końcu. Z tendencją spadkową. W zeszłym roku zagrałem z dziesięć razy?
Skąd czerpiesz inspirację? Czy przygotowujesz sobie materiały poglądowe przed malowaniem lub modelowaniem? A może kierujesz się jedynie swoją wyobraźnią?
Szeperd: Od kilku lat obracam się w obszarach miniatur historycznych. Dla ścisłości, mowa o XVII wieku. Może niektórzy rozpoznają, że maluję sporo figur do systemu Ogniem i Mieczem. Tu staram się szukać historycznych źródeł czy podpytać o radę prawdziwych znawców. Czasem jednak improwizuję. Nie dalej, jak w ubiegłym tygodniu, malowałem piechotę węgierską. Kolory przewodnie oparłem na trzech różnych odmianach papryki.

Jaką figurkę chciałbyś pomalować jeszcze raz?
Szeperd: Tyriona malowałem trzy razy. Pewnie dlatego, że uważałem, że stać mnie na więcej a jemu należy się lepsze traktowanie. Szczerze powiedziawszy, to nie ma takiej figurki, to której chciałbym wrócić dobrowolnie. Jak to mówię, nie wchodzi się dwa razy do tej samej.
Jakiej figurki nie chciałbyś pomalować ponownie?
Szeperd: Galrauch... ty w #$&#@^# .ynu!!! Przez tą figurkę zaciąłem się tak potężnie w palec, że na samo wspomnienie zaczynam się trząść. A na serio, kocham figurki smoków. Ale malowanie większości z nich wspominał jako fizyczną (dosłownie) mękę.
Ile modeli znajduje się w twojej kolekcji, wyprodukowała je jedna firma czy pochodzą z różnych źródeł? Czym kierujesz się podczas wyboru figurki? Produkty której firmy polecasz?
Szeperd: Szybka inwentura wskazuje na około 700 figurek. Mam sporą armię High Elves z GW. Do tego kilka armii do systemu DBA, głównie firmy Essex. Od paru lat zbieram i maluję głównie 15stki Wargamera do OIM. Przy tej okazji muszę powiedzieć, że cholernie żałuję, że sprzedałem armię Wood Elves do młotka i szwedzki Leidang do DBA. Pała ze mnie.

Gdzie najczęściej kupujesz modele i akcesoria modelarskie? Masz swój ulubiony sklep internetowy lub portal aukcyjny?
Szeperd: Mamy fajny sklep w Bielsku - Strefa Gry. Kiedy tam wchodzę, to czuję się warsztatowo dopieszczony. Figurki to jednak głównie sieć.
Jakie jest twoje ulubione uniwersum/system?
Szeperd: Tolkien to dla mnie Święta Księga. Co ciekawe, praktycznie nigdy nie przełożyłem tej fascynacji na świat miniatur. Jeśli chodzi o system, to nie mam specjalne dużych doświadczeń. Dzisiaj po prostu grywam od czasu do czasu w Ogniem i Mieczem. Obiecuję sobie również, że pojadę na kolejny turniej Kings of War. Aż mi głupio, że tak się oszukuję... Co do okresu historycznego, to temat na osobną rozmowę. Pasję do historii mam w genach. Jak złapię na coś fazę, to męczę do oporu. Gdybym musiał wymienić coś konkretniej, to na pewno szeroko pojęty Rzym, historia Rosji, II wojna na morzu, oczywiście historia Polski, z wyjątkiem XVIII i XIX wieku. Ale to naprawdę nie oddaje złożoności tematu.
Co jest dla Ciebie ważniejsze: modele, zasady czy uniwersum gry?
Szeperd: Oczywiście modele. Potrafię zatrzymać się nad każdą pojedynczą figurką i ją podziwiać (bądź nie). Przez ponad dwadzieścia lat nauczyłem się doceniać, jak technika i jakość tworzenia nowych wzorów, poszły do przodu. Mam gdzieś jeszcze jakiś retro kodeks z metalowym smokiem z początku lat 90tych. Całość wygląda jak odchody żółwia na wycieraczce. Wystarczy porównać to z fantastycznie dynamicznymi pozami, jakie pojawiły się później. Natomiast uniwersum gry też ma zasadnicze znaczenie –przecież w nim osadzać się będzie dana kolekcja i za jego sprawą człowiek zdecyduje się wydać pieniądze i poświęcić czas, kark i oczy, żeby zmustrować jakąś armię. Co do zasad, to powiem tak, że im bardziej grywalne i prostsze, tym lepiej. Po prostu szybciej się gra, a ja nie mam już czasu ani sił, żeby posiedzieć osiem godzin przy stole nad jedną rozgrywką.

Figurka, którą najchętniej dodałbyś do swojej kolekcji, ale którą ciężko zdobyć?
Szeperd: Nie mam pojęcia.
W jaką grę chciałbyś zagrać ponownie, ale z różnych powodów nie możesz?
Szeperd: W Gwiezdnego Kupca. Czemu się nie da? Ekipy nie ma.
W jaką grę nie chciałbyś zagrać ponownie?
Szeperd: Sukcesorów Aleksandra Wielkiego. Grałem raz. Syn mi się urodził parę tygodni wcześniej. Zanim przebrnęliśmy przez zasady zasnąłem na planszy.

Jak twoi najbliżsi reagują na hobby?
Szeperd: Bardzo pozytywnie. Wiedzą, że to istotna część mojej osoby i szanują to. Fajnie było im się pochwalić wydrukowanym nazwiskiem w sekcji malarzy w kilku rodzimych publikacjach związanych z wargamingiem.
Uczestniczysz w wydarzeniach związanych z grami bitewnym? Turnieje, konwenty? Jeśli tak, to jakie wydarzenie polecasz/wspominasz najlepiej?
Szeperd: Bardzo rzadko, głównie z braku czasu i możliwości. Staram się od kilku lat jeździć do Wilanowa na Mistrzostwa Ogniem i Mieczem - świetna impreza.
Mógłbyś powiedzieć więcej o tych mistrzostwach, co jest w nich takiego fajnego?
Szeperd: Cieszy mnie, że Ogniem i Mieczem to rodzimy produkt, osadzony w realiach historii naszego kraju i jego sąsiadów. Zobaczyć osiemdziesięciu gości turlających kostkami pod taką egidą, to jest coś. Turniej odwiedzają ludzie nie tylko z Polski, co też świadczy o jego randze i to jest po prostu fajne. Idąc dalej, swoje robi kapitalna miejscówka –Pałac Sobieskiego (cieszę się, że tegoroczna edycja jest w maju, mam nadzieję docenić królewskie ogrody). No i interakcje – bezcenne.

Jakie masz plany modelarskie na najbliższą przyszłość?
Szeperd: Poza Ogniem i Mieczem, gdzie dość regularnie maluję, chciałbym pomalować Wolfbane do Warzona, które dostałem na 40stkę oraz 15 mm Kartaginę.
Gdzie widzisz siebie hobbystycznie za 5 lat?
Szeperd: Z realnych tematów, to chciałbym pokusić się w końcu o kupno aerografu. Moi synowie rosną, rozwijamy tematy modelarstwa okrętowego - to mogłoby być coś. Ambicjonalnie? Znaleźć cierpliwość i siłę, żeby poprawić umiejętności malarskie o jakieś dwanaście poziomów. I jeszcze, żeby Zgiełk nie umarł.
Gdybyś miał taką możliwość - jaką książkę lub film chciałbyś zobaczyć w wydaniu figurkowym?
Szeperd: Serial Wikingowie?

Czy masz jeszcze jakieś hobby poza wargamingiem? Jeśli tak to jakie?
Szeperd: Książki historyczne, związane oczywiście głównie z wojskowością. Marynistyka. Lubię żeglować. Szkocja... Tak, to jakieś dziwne hobby. I pomyśleć, że tam nawet nie byłem.
Masz za sobą jakieś rejsy morskie lub śródlądowe? I co urzekło Cię w Szkocji?
Szeperd: Pływam głównie śródlądowo – Jezioro Żywieckie jest o przysłowiowy rzut kamieniem. Kilka razy byłem na Mazurach. Udało mi się też,  przy okazji wczasów w Chorwacji, wynająć na jeden dzień łajbę i pokręcić się między tamtejszymi wyspami. W tym roku wybieram się na Bornholm. Na Mazury pewnie też. Czym urzekła mnie Szkocja? Długo by opowiadać. Wszystko zaczęło się od Walecznego Serca i jakoś tak rozwija do dzisiaj w dziwny i nie specjalnie uporządkowany sposób. Kilty, dudy, krajobrazy, Black Guard, akcent… Sam nie wiem. Może byłem Szkotem w innym wcieleniu? Na czterdzieste urodziny dostałem replikę dwuręcznego miecza z Braveheart – płakałem jak dziecko. Pamiętam też, jak droczyłem się wieloma osobami, że przyjdę w kilcie na jakąś ich ważną uroczystość rodzinną. Jak dotąd skończyło się na straszeniu. Może w tym roku wezmę go do Wilanowa? Przede wszystkim zaś chciałbym w końcu do Szkocji pojechać. Od lat skutecznie znajduję jednak jakieś wymówki.
Gdybyś mógł zadać pytanie bohaterowi następnego wywiadu, to o co byś zapytał?
Szeperd: Maciejusa - jak to zrobił, że w ciągu 5 lat osiągnął tak niesamowity warsztat.

I który z wyWrotowców powinien być bohaterem następnego wywiadu?
SzeperdMaciejus z Bloga Maciejusa. Choć przyznam, że fajnie byłoby zobaczyć wywiad z pozostałymi Kumplami ze Zgiełku
Z kolei Grish z fat lazy painter przygotował dla Ciebie następujące pytanie: Co Cię bardziej kręci: oldschoolowa, czy nowoczesna stylizacja modeli? Dlaczego?
Szeperd: Obie. Lubię popatrzeć na oldschool. Sam mam kilka takich figur w domu. To jest poza wszelką interpretacją. Pamiętam jednak, jak zaczęła pojawiać się tzw. nowoczesna stylizacja. Trzeba otwierać się na nowe.
A MiSiO z Bitewnego Zgiełku zapytał: Czy znajduje jeszcze czas na granie w gry bitewne?
Szeperd: Znajduję, ale zdecydowanie za mało. Poza nielicznymi epizodami turniejowymi, w ciągu roku znajduję kilka razy czas na towarzyską partyjkę w OiM z Hokiem (którego niniejszym pozdrawiam). Czasem też uda nam się wspólnie posiedzieć przy farbkach. Wtedy zazwyczaj musimy szczególnie uważać, żeby nie pomieszać naczyń: woda z farbą średnio smakuje, z kolei whisky nadaje się to płukania pędzelków, ale trochę drogo to wychodzi.
A może chcesz napisać jeszcze coś od siebie?
Szeperd: Na początku przygody z figurkami tak się wkręciłem, że jak jechałem autobusem i trzymałem się pionowej rurki, to wyobrażałem sobie, że jestem włócznikiem z Ulthuanu. No i oczywiście dziękuję, że ten wywiad i możliwość podzielenia się własnymi dziwactwami. Od początku podobała mi się ta inicjatywa i w głębi serca liczyłem, że kiedyś również dostąpię zaszczytu. Bardzo dziękuję, życzę Bitewnym Wrotom i Wszystkim wszelkiej pomyślności i milionów kolejnych wpisów.
Dziękujemy za wywiad. Życzymy Ci wielu kolejnych sukcesów, udanych projektów i wszystkiego tego czego potrzebujesz!

Zakończenie...

...czyli do następnego razu.

...a szanownemu państwu-draństwu dziękujemy za lekturę.

Jeśli podoba się Wam ten cykl dajcie znać w komentarzach oraz udostępnijcie wpis na portalach społecznościowych.

Ach, zapomniałbym! Który z wyWrotowców zgodnie z życzeniem szanownego państwa-draństwa miałby być bohaterem kolejnego wywiadu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...